Arsene Wenger i Alex Ferguson cierpieli przez trzy lata, patrząc, jak Jose Mourinho kradnie im miejsca na czołówkach angielskich gazet, ale warto było czekać.
Nastolatki z Arsenalu to dziś najlepsza drużyna Premiership i Ligi Mistrzów, United jest tuż za nimi, a Mourinho na bezrobociu. Największy rywal zniknął, nowych nie widać, bo Rafael Benitez z Liverpoolu to jednak nie to samo.
Wenger i Ferguson znów mogą deptać sobie po odciskach bez ryzyka, że ktoś o tym nie napisze. Jeśli dziś Arsenal przynajmniej zremisuje w Pradze ze Slavią, a Manchester wygra na Old Trafford z Dynamem Kijów, będą mieli dla siebie jeszcze więcej czasu, bo ich drużyny zapewnią już sobie awans do wiosennej części LM.
Bardziej nieznośny jest ostatnio Ferguson, który wyraźnie szuka okazji, by 21. rocznicę pracy na Old Trafford (obchodził ją wczoraj) uczcić jakąś spektakularną kłótnią. Jak zwykle będzie to starcie na odległość, bo gdy dwaj panowie się spotykają, jak przy okazji sobotniego meczu na Emirates Stadium, mają sobie niewiele do powiedzenia i nawet uścisk dłoni bez patrzenia w oczy sprawia im ból.
Trener Manchesteru skrytykował już w ostatnich dniach m.in. ceny biletów na mecze Arsenalu („obscenicznie wysokie”) i pracę stewardów pilnujących porządku na Emirates Stadium. Teraz uderzył w najczulszy punkt: zagraniczną siłę roboczą rywala. „Dla dobra angielskiej piłki dobrze by było zobaczyć w najlepszych klubach więcej wychowanków. Jestem za wprowadzeniem ograniczeń w zatrudnianiu obcokrajowców, proponowanych przez szefa FIFA Seppa Blattera. I wiem, że to Arsenal będzie przeciw nim protestował najgłośniej” – powiedział Ferguson w wywiadzie dla klubowej gazety. Teraz czeka na odpowiedź.