Rz: Po doskonałym występie przeciwko Serbom czuje się pan kolejnym odkryciem Leo Beenhakkera?
Rafał Murawski: Na zgrupowaniu reprezentacji Polski byłem nie pierwszy raz, debiutowałem też dużo wcześniej i chyba kibice zdążyli już się przyzwyczaić do mojej obecności w drużynie. Poza tym nazywanie odkryciem kogoś, kto nieźle wypadł w jednym meczu, to duża przesada. Dziękuję trenerowi, że dostałem szansę i mogłem sprawdzić się w meczu o punkty z bardzo trudnym rywalem. Wystąpiłem na innej pozycji niż w klubie, trochę musiałem się tego uczyć w trakcie gry, ale przede wszystkim realizowałem założenia Beenhakkera. Nie dokonałem niczego wielkiego.
Czego zabrakło, by mecz zakończył się zwycięstwem?
Zadecydowały dwie, trzy minuty, kiedy pozwoliliśmy wybić się z rytmu, zepchnąć na własną połowę. Serbowie nie mieli nic do stracenia. Nie mieli także przed kim się wstydzić, bo ich kibice nie przyszli na stadion, ale chyba głupio im było, że poddają się bez walki. W końcówce zrobiło się gorąco, gra się bardzo zaostrzyła. Szkoda, że do tego dopuściliśmy, bo prowadząc 2:0, mogliśmy zdobyć koleje gole i byłoby po meczu. Moim zdaniem zabrakło przede wszystkim sił.
A trener Bogusław Kaczmarek mówił, że pokazaliście doskonałe przygotowanie kondycyjne...