Gdyby Manchester United wygrał w ubiegłym tygodniu na Camp Nou pierwszy półfinał, a w sobotę pokonał w meczu na szczycie Premiership Chelsea, nikt nie uznałby tego za niespodziankę. Piłkarze Aleksa Fergusona uchodzili za najbardziej rozpędzoną drużynę w Europie. Było, minęło. Po ostatnich wynikach w komentarzach na temat Manchesteru zaczęło się nawet pojawiać znienawidzone przez trenerów słowo: „kryzys”.
Piłkarze United stracili impet w najmniej odpowiednim momencie. Wydawało się, że to Ferguson ze wszystkich trenerów najlepiej opracował plan na ten sezon. Jego drużyna, podobno najlepsza, jaką kiedykolwiek miał w Manchesterze – to słowa Fergusona – wrzuciła czwarty bieg wtedy, kiedy innym gaz mylił się z hamulcem.
Alex Ferguson dopiero dziś zdecyduje, czy kontuzjowany ostatnio Wayne Rooney może grać
W Chelsea się kłócili, w Liverpoolu właściciele kopali doły pod trenerem, Arsenal nie potrafił utrzymać odpowiednich proporcji między młodzieżą a doświadczonymi piłkarzami. W Manchesterze było miło i zwycięsko.
Teraz zrobiło się nerwowo, choć pisanie o kryzysie to na razie przesada. Manchester nie przegrał w tej Lidze Mistrzów żadnego z 11 spotkań, na własnym boisku jest niepokonany w LM od 14 meczów, stosunek goli strzelonych do straconych w Premiership ma taki, że jeśli wygra mecze w dwóch ostatnich kolejkach, to Chelsea – ma tyle samo punktów – by go wyprzedzić, musiałaby pokonywać rywali po 10:0.
Drużyna Fergusona jest wyjątkowo mocna na własnym boisku, a Barcelonie ostatnio niespecjalnie udają się mecze wyjazdowe. W rozgrywkach ligowych Manchester wygrał na Old Trafford 16 z 18 spotkań, Barcelona poza Camp Nou na 17 prób zwyciężała zaledwie cztery razy.
Ferguson od sobotniej porażki z Chelsea martwi się jednak nie tylko tym, że ciągle musi walczyć o mistrzostwo. Z powodu kontuzji najprawdopodobniej stracił dwóch zawodników pierwszego składu.
Wayne’a Rooneya tak bardzo bolała pachwina, że nawet nie potrafił się cieszyć po strzelonym golu na Stamford Bridge, a Nemanja Vidić opuścił boisko już w siódmej minucie, kiedy Didier Drogba kopnął go w głowę kolanem. Obaj zawodnicy w poniedziałek nie trenowali.
Jeśli Rooney nie zagra, jeszcze większa presja będzie ciążyła na Cristiano Ronaldo, wybranym właśnie na piłkarza roku w Anglii. Tydzień temu oczekiwania wobec niego były ogromne, a efekt mizerny, i nie chodzi tylko o zmarnowany na początku meczu rzut karny.
Po remisie w Barcelonie Ferguson nadrabiał miną. – Dobrą wiadomością jest to, że awansujemy, jeśli wygramy. Tak się składa, że wiemy, jak to zrobić – mówił. Jeśli Manchester wywalczy awans do finału, pierwszy raz w Lidze Mistrzów w decydującym meczu spotkają się angielskie drużyny. Ferguson z United na cztery półfinałowe próby przebrnął jednak tylko jedną – w 1999 roku, pokonując później w finale Bayern Monachium.
Menedżer Manchesteru zostanie na stanowisku bez względu na to, co się dziś stanie. Tak jak Jose Mourinho określał się mianem The Special One, tak o Fergusonie się mówi: „Mr. Untouchable” – Pan Nietykalny. Nic niespodziewanego nie spotka także Franka Rijkaarda, i to niezależnie od wyniku na Old Trafford. O tym, że Holender przestanie prowadzić Barcelonę, mówi się od miesięcy.
W wywiadzie dla katalońskiej telewizji TV3 Rijkaard stwierdził, że bardzo liczy na to, iż po zakończeniu sezonu wstawi się za nim zarząd klubu i pozwoli dokończyć dzieło. Tyle tylko, że jeśli zabraknie triumfu w Lidze Mistrzów, za dzieło Rijkaarda w tym sezonie można będzie uznać tylko rozkład drużyny grającej do niedawna najefektowniej na świecie.
Barcelona w lidze traci do Realu Madryt już 14 punktów, do Villarrealu cztery i na razie jest poza miejscem dającym awans do Ligi Mistrzów bez eliminacji. W sobotę przegrała z przeciętnym Deportivo La Coruna 0:2, nie strzelając gola w trzecim kolejnym meczu.
Rijkaard i jego zawodnicy nie ukrywają jednak, że dla nich liczy się już tylko walka o Puchar Europy. Nadzieje na sukces w tych rozgrywkach nie są bezpodstawne – w pierwszym meczu półfinałowym Barcelona pozwoliła Manchesterowi na oddanie tylko jednego celnego strzału na bramkę Victora Valdesa.
Przeciwko Deportivo nie zagrali: Leo Messi, Xavi i Samuel Eto’o, i dziś będą wypoczęci. Rijkaard nie może skorzystać tylko z pauzującego za kartki Rafaela Marqueza, ale wraca do składu kontuzjowany wcześniej Carles Puyol.
Pierwszy półfinał zapowiadany był jako pojedynek Messiego z Cristiano Ronaldo. Na Camp Nou Portugalczyk nie zachwycił, a Messi nie był jeszcze w pełni zdrowy. Powtórka musi być efektowniejsza.
Manchester United – Barcelona (w pierwszym meczu 0:0, transmisja nSport, 20.15; skrót TVP 2, 23.30).
Chelsea Londyn – Liverpool (w pierwszym meczu 1:1, transmisja nSport i TVP2, 20.30).
Finał: 21 maja w Moskwie
masz pytanie, wyślij e-mail do autora