To, co Manchester robił z Interem w pierwszej połowie meczu było całkowitym zaskoczeniem. Wcześniejsze rozważania na temat cudownych umiejętności Jose Mourinho i jego metod gry przeciw drużynie Aleksa Fergusona już po paru minutach przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
[srodtytul]Gry trenerów[/srodtytul]
Mourinho miał do tej pory rzeczywiście dobry bilans meczów przeciw Manchesterowi Utd. Pokonywał go prowadząc i FC Porto, i Chelsea. Ale nic nie trwa wiecznie. Portugalski trener popełnił duży błąd już przy doborze zawodników. Para środkowych obrońców Christian Chivu – Nelson Rivas tak często się myliła, że w przerwie Mourinho musiał zamiast Rivasa wstawić Ivana Cordobę. I od tej pory wszystko funkcjonowało jak należy.
Anglicy przylecieli do Mediolanu mocno osłabieni. Bez ukaranego czerwoną kartką w klubowych mistrzostwach świata Nemanji Vidicia oraz kontuzjowanych Gary,ego Neville,a i Wesa Browna obrona mistrzów Anglii wydawała się dużo łatwiejsza do pokonania i Mourinho pewnie myślał, że jak wystawi sprawdzonych napastników – Zlatana Ibrahimovicia i Adriano – to wcześniej czy później przyniesie to Interowi bramkę.
Alex Ferguson chyba trochę sprowokował młodszego kolegę, zostawiając na ławce Wayne,a Rooneya, Carlosa Teveza i Paula Scholesa. I kiedy Włochom wydawało się, że to będzie ich dzień, Anglicy od początku narzucili takie tempo i przeprowadzili taką liczbę groźnych akcji, że gospodarzom pozostawała tylko obrona.
Cristiano Ronaldo szalał w swoim stylu na prawym skrzydle, wystawiając na ciężkie próby bardzo zdolnego, jednego z najmłodszych zawodników w Lidze Mistrzów, urodzonego w roku 1991 wychowanka Interu Davide Santona. Ronaldo dryblował, cztery razy strzelał z rzutów wolnych, raz z gry. Niespodziewanie na bohatera Interu wyrósł nie Zlatan Ibrahimovic, a bramkarz Julio Cesar, któremu Włosi zawdzięczają remis. Bronił nie tylko strzały Ronaldo, ale i Ryana Giggsa.
W drugiej połowie przewagę osiągnęli Włosi, co przy bezbramkowym remisie zapowiada emocje w rewanżu. Może Jose Mourinho wymyśli coś do 11 marca. Rok i dwa lata temu Inter odpadał na tym szczeblu rozgrywek. Ibrahimović jeszcze nigdy nie strzelił gola w rozgrywkach europejskich wiosną. Manchester został pokonany po raz ostatni 2 maja 2007 roku (przez Milan). Od tamtej pory, w 20 meczach nikt nie dał mu rady.
[srodtytul]Zadyszka Barcelony[/srodtytul]
Jeszcze nie wiemy czy ligowa porażka Barcelony z Espanyolem to przypadek, czy początek większego kryzysu. Jak by nie było, drużyna grająca do tej pory najefektowniej w Lidze Mistrzów miała spore problemy w Lyonie. Przegrywała już od 7. minuty po kolejnym wyjątkowym strzale Juninho Pernambucano z rzutu wolnego. Gospodarze mieli jeszcze inne dobre szanse, nie wykorzystali ani jednej i w drugiej połowie Thierry Henry strzałem głową z bliska wyrównał.
Do tej pory Katalończycy wygrywali wszystkie trzy mecze wyjazdowe. Ale nigdy się nie zdarzyło, żeby w dwumeczu pokonała ich drużyna francuska, chociaż przed szansą stawały trzy - Nicea, Metz i PSG.
[srodtytul]Arsenal nie zawodzi[/srodtytul]
Arsenalowi nie wiedzie się ostatnio, ale w LM zazwyczaj nie zawodzi. Za nim też stała magia liczb – 22 mecze bez porażki na swoim boisku. Roma miała w poprzednich sezonach pecha do Manchesteru, przegrała i teraz, mimo że w Arsenalu nie mogło wystąpić kilku zawodników (Emmanuel Adebayor, Cesc Fabregas, Theo Walcott, Eduardo da Silva, Mikael Silvestre). Łukasz Fabiański był rezerwowym. O sukcesie londyńczyków zadecydował rzut karny, wykorzystany przez Robina van Persiego za faul na nim, popełniony przez Phlippe Mexesa.
Niespodzianką był remis Atletico Madryt z FC Porto. Faworytami byli Hiszpanie, ale goście mieli dużo dobrych okazji. Gol Diego Forlana będzie się śnił bramkarzowi Porto – Heltonowi. Błąd jaki popełnił w LM zdarza się rzadko.
[ramka][b]1/8 finału[/b]
• Inter Mediolan - Manchester Utd. 0:0
• Olympique Lyon - FC Barcelona 1:1 (1:0). Dla Lyonu Juninho (7), dla Barcelony T. Henry (67)
• Arsenal Londyn - AS Roma 1:0 (1:0). Bramka: R. van Persie (37, karny)
• Atletico Madryt - FC Porto 2:2 (2:1). Dla Atletico Maxi Rodriguez (3), D. Forlan (45+1), dla Porto Lisandro Lopez (22, 72)Mecze rewanżowe 11 marca[/ramka]