Reklama

Złe wspomnienia

Kilka lat temu miałem się spotkać z Arsenem Wengerem, więc pomyślałem sobie, że to dobra okazja do wzięcia jakiejś pamiątki Arsenalu, na której słynny trener mógłby się podpisać.
Złe wspomnienia

Foto: Fotorzepa, Andrzej Bogacz

Chciałem zabrać coś, co sprawiłoby mu przyjemność, i mimo że mam gdzie szukać, niczego nie mogłem znaleźć. Wenger przepracował na Highbury i Emirates Stadium 22 lata, zdobywał z Arsenalem mistrzostwo i Puchar Anglii, ale zwycięstw międzynarodowych na koncie mu brak. Z Arsenalem osiągnął finał Ligi Mistrzów i finał Pucharu UEFA – obydwa przegrał. Z AS Monaco finał rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów. Też przegrał.

Zabrałem bilet z finału rozgrywek o Puchar UEFA, który w roku 2000 Arsenal przegrał z Galatasaray. Wenger, niezwykle sympatyczny człowiek, popatrzył na ten bilet, wziął oddech, podpisał, ale dodał tylko: „Bad memories" – złe wspomnienia. Co tu się dziwić, przegrał na karne, mimo że miał Dennisa Bergkampa, Thierry'ego Henry'ego, Patricka Vieirę. Samych asów.

Przypomniało mi się to teraz, kiedy do finału Ligi Mistrzów przystępuje Liverpool. Juergen Klopp być może będzie dla tego klubu kimś takim jak Wenger dla Arsenalu. Na razie pracuje na Anfield Road piąty rok, już pokazał umiejętności, z jakich zasłynął w Dortmundzie. Ma głowę pełną pomysłów, stawia na młodych, piłkarze i kibice go kochają, gra Liverpoolu porywa i przysparza mu kolejnych zwolenników.

Tyle że Klopp, podobnie jak Wenger, nie ma jeszcze w CV żadnego międzynarodowego zwycięstwa. Doszedł do trzech finałów i wszystkie przegrał. W Lidze Mistrzów z Bayernem na Wembley i z Realem Madryt, w Lidze Europy – z Sewillą. Fakt, że Klopp drugi raz z rzędu doprowadza Liverpool do finału Ligi Mistrzów, jest tylko jednym z dowodów jego niezwykłych umiejętności. Ale on też, jak Wenger, oglądając pamiątki z przegranych finałów, mógłby powiedzieć: „Bad memories".

Dla ludzi z wyjątkowymi umiejętnościami i ambicjami drugie miejsce to porażka. A przecież Wenger i Klopp nawet niewygrywający finałów nie przestają być wielkimi trenerami. Dla niewątpliwie zdolnego i ambitnego Mauricio Pochettino sam awans Tottenham Hotspur jest ogromnym sukcesem. Tottenham jest pierwszym brytyjskim klubem, który zdobył ważne europejskie trofeum, ale od tamtej pory minęło ponad pół wieku.

Reklama
Reklama

„Spurs" jako pierwszy angielski zespół w XX wieku zdobyli tytuł mistrza i Puchar Anglii w jednym sezonie. Był rok 1961. Dwa lata później z tym samym trenerem i większością zawodników zwyciężyli w rozgrywkach o Puchar Zdobywców Pucharów. Trenerem był Bill Nicholson, który przepracował na White Hart Lane szesnaście lat jako zawodnik, tyle samo w roli menedżera i ma tam swoje popiersie z brązu. Grali m.in.: mistrz świata Jimmy Greaves oraz legendarny irlandzki stoper Danny Blanchflower. Większość drużyny to Anglicy, pozostali to Szkoci, Irlandczycy i Walijczycy. W roku 1963 w finale pokonali 5:1 Atletico Madryt, a w sobotę będą grali na stadionie tego klubu. Potem już tylko wspomnienia – dobre i złe.

A Arsenal, już bez Wengera, znowu przegrał ważny finał.

Piłka nożna
Afera bukmacherska w polskim futbolu. Dlaczego piłkarze nie mogą się czuć bezkarni
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Piłka nożna
Bodo/Glimt rewelacją Ligi MIstrzów. Kopciuszek nie chce opuszczać balu
Piłka nożna
Liga Konferencji. Lech dostał srogą lekcję od Brazylijczyków z Szachtara
Piłka nożna
Europa zachwycona nastolatkiem z Polski. Czy Oskar Pietuszewski zagra w barażach o mundial?
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama