"Rzeczpospolita": W przerwie meczu w szatni było nerwowo?

Robert Lewandowski: Nie, powiedzieliśmy sobie, co zrobić lepiej i tyle. W pierwszej połowie za bardzo schodziliśmy do boku, za często dublowaliśmy pozycje. Dlatego nie potrafiliśmy wypracować podania do ofensywnych zawodników. Wiedzieliśmy, jak się ustawić po przerwie, stworzyliśmy sobie wiele okazji, bo w końcu sami przestaliśmy się blokować.

Uspokoiliście się po pierwszym golu?

Tutaj jedna bramka niczego nie oznaczała. Wiedzieliśmy, że Gruzinów stać na odpowiedź, trzeba było iść za ciosem do przodu i jak najszybciej podwyższyć prowadzenie. W pierwszej połowie za bardzo kombinowaliśmy, po przerwie zaczęliśmy mniej biegać, a więcej myśleć. Wbiegaliśmy w te luki, które zostawili nam Gruzini, mieliśmy więcej pola, wystarczyło zagrać prostą piłkę, by partner znalazł się przed bramkarzem.

W czterech meczach strzeliliście piętnaście goli. Czujecie się już finalistami Euro?

Nie jesteśmy nawet blisko awansu, potrzebujemy przynajmniej dwa razy tyle punktów. Nie ma co popadać w samouwielbienie, musimy jeszcze strzelić wiele goli, żeby pojechać do Francji. To są eliminacje, w których nie ma miejsca na błąd, nie stać nas na żaden słabszy mecz. Zbawi nas konsekwencja i cierpliwość, nie w każdym meczu będziemy mieć milion okazji, żeby zdobyć bramkę, czasami wystarczy jedna. Da trzy punkty i dużo spokoju.

Notował w Tbilisi Michał Kołodziejczyk