Wybory lepsze i gorsze. Jak kadrę na mistrzostwa wybierali poprzednicy Michniewicza

W czwartek o 15.00 Czesław Michniewicz poda skład reprezentacji Polski na mundial. Do Kataru pojedzie 26 zawodników.

Publikacja: 10.11.2022 03:00

52-letni Czesław Michniewicz podczas mundialu w Katarze pierwszy raz poprowadzi reprezentację Polski

52-letni Czesław Michniewicz podczas mundialu w Katarze pierwszy raz poprowadzi reprezentację Polski w wielkim turnieju. Polacy zagrają w grupie z Meksykiem (22 listopada), Arabią Saudyjską (26 listopada) i Argentyną (30 listopada)

Foto: PAP/Leszek Szymaźski

Przed koniecznością takiego wyboru – w szerokiej kadrze było 47 graczy – stawali wszyscy selekcjonerzy i nie zawsze ich decyzje były oczywiste. Zdarzyło się, że nieoczekiwany wybór trudno było uzasadnić. A bywało też, że posądzano trenerów (choć nigdy oficjalnie), że powołują do kadry zawodników tylko po to, żeby ich wypromować, a potem drożej sprzedać. I że za wyborami stoją wszechwładne kluby (w PRL-u) oraz agenci graczy (w nowej Polsce). Mogło się więc zdarzyć, że selekcjonerzy nie byli w swoich decyzjach całkowicie autonomiczni.

Przyjmuję jednak założenie, że podejmowali decyzje w dobrej wierze. Ich wybrańcy byli w danym momencie najlepsi na swoich pozycjach lub pasowali trenerom do koncepcji nie zawsze zrozumiałych dla przeciętnych kibiców. Prawdopodobnie nawet najwięksi znawcy polskiej piłki nie pamiętają wszystkich nazwisk zawodników, którzy reprezentowali nasz kraj na siedmiu powojennych mundialach, tym bardziej że dla niektórych był to tylko epizod, bez ciągu dalszego.

Górski stawia na młodych

Zazwyczaj z pozoru ryzykowne stawianie na młodych piłkarzy wychodziło na dobre im samym i reprezentacji. Tak było w roku 1974. W kadrze powołanej przez Kazimierza Górskiego nie znalazł się ani jeden zawodnik powyżej trzydziestego roku życia.

Czytaj więcej

Kibicowanie Francji jak jazda kolejką górską bez zapiętych pasów

Wszyscy grali w polskiej lidze, Górski oglądał ich co tydzień. Podstawowym problemem stało się zastąpienie kontuzjowanego Włodzimierza Lubańskiego. Był kimś takim jak Robert Lewandowski dziś, więc zadanie wydawało się niewykonalne. Pierwszym wyborem był Jan Domarski ze Stali Mielec, zdobywca najsłynniejszej bramki w historii reprezentacji na Wembley. Jednak Domarski był dość przewidywalny i nie miał błysku Lubańskiego.

To nie był jedyny problem Górskiego. Powiedziano mu, że na mistrzostwa nie może pojechać prawoskrzydłowy Jan Banaś z Górnika Zabrze. To kara za to, że kilka lat wcześniej odłączył się od drużyny Polonii Bytom podczas jej wyjazdu za Zachód i pozostał w RFN. PZPN nałożył na Banasia dyskwalifikację i mógł on tylko trenować z FC Koeln, ale nie mógł grać w Bundeslidze.

Transmisje konferencji prasowej Czesława Michniewicza od 15.00 w TVP Sport i Polsat News

Wrócił więc do Polski, gdzie potraktowano go łagodnie. Grał od tej pory w Zabrzu i mógł wyjeżdżać z Górnikiem oraz reprezentacją wszędzie, poza Niemcami Zachodnimi, a to tam odbywały się igrzyska olimpijskie 1972 i mistrzostwa świata 1974.

Górski zagrał więc va banque. Znał dobrze reprezentację młodzieżową prowadzoną przez Andrzeja Strejlaua. Miał tam gotowe dwie trzecie ataku dla pierwszej reprezentacji (bo Robert Gadocha był nie do ruszenia). Na prawym skrzydle 24-letniego Grzegorza Latę, na środku zaś jego rówieśnika Andrzeja Szarmacha.

Jeszcze rok przed turniejem w Niemczech żaden z nich nie miał miejsca w pierwszej reprezentacji (chociaż Lato był rezerwowym na igrzyskach). Na mundialu Lato został królem, a Szarmach wicekrólem strzelców.

Górski ryzykował być może jeszcze bardziej, wystawiając na środek obrony Władysława Żmudę. Miał na tej pozycji jednego pewnego gracza: Jerzego Gorgonia z Górnika. W eliminacjach parę z nim tworzył zwykle Mirosław Bulzacki z ŁKS. W trzech meczach z Holandią nie pozwolił oddać skutecznego strzału Johanowi Cruyffowi, a w angielskim oblężeniu na Wembley wybijał piłkę z linii bramkowej.

Trener chciał jednak czegoś więcej i zastąpił Bulzackiego Żmudą. Oglądał go w młodzieżówce i warszawskiej Gwardii, nabrał więc przekonania, że to jest obrońca, o jakim marzył. Górski był za tę decyzję krytykowany nie z powodów merytorycznych, bo Żmudę znano w całej Polsce od co najmniej dwóch lat. Obawiano się, że piłkarz nie wytrzyma trudów turnieju psychicznie. Na tydzień przed pierwszym meczem kończył bowiem dwadzieścia lat.

Spisał się wzorowo. Dla niego, Laty i Szarmacha mistrzostwa w Niemczech stały się początkiem wielkich karier. Mogłoby do tego nie dojść, gdyby nie wizja trenera. To z takich powodów słusznie mówi się o Kazimierzu Górskim, że był najlepszym polskim trenerem.

Gmoch i studenci

Jacek Gmoch dobrze zna opinię o Górskim, więc może dlatego swojej książce wydanej w roku 2018 dał tytuł „Najlepszy trener na świecie”. Świadczy to dobrze o poczuciu humoru trenera, którego w okolicach mundialu w Argentynie (1978) jeszcze nie miał. Ale on też nie działał przeciw sobie. Powołał do drużyny dwóch absolwentów wyższych uczelni, wychodząc z założenia, że zrozumieją więcej z tego, co mówi na odprawach. Ta decyzja nie budziła jednak wielkich kontrowersji, gdyż obrońca Wisły Henryk Maculewicz (inżynier po AGH) i pomocnik ŁKS Bohdan Masztaler (student SGPiS) wyróżniali się w lidze. Ich występom w Argentynie nie towarzyszyły niestety entuzjastyczne recenzje.

Czytaj więcej

Czas na dyrygenta. W Katarze ostatnia szansa „Lewego”

Jacek Gmoch więcej ryzykował, stawiając na trzech innych zawodników – Zbigniewa Bońka, który w wieku 22 lat już rządził Widzewem, 20-letniego Adama Nawałkę, w którym widział następcę Lesława Ćmikiewicza, i Andrzeja Iwana. Dwaj pierwsi zagrali bardzo dobrze.

Nawałkę wybrano do jedenastki najlepszych młodych piłkarzy świata. Niestety, jego talent nie rozwijał się zgodnie z oczekiwaniami, ponieważ młodego chłopaka eksploatowano ponad miarę. Efektem zbyt wielu meczów rozgrywanych w różnych warunkach było nagromadzenie się kontuzji. Nawałka zakończył karierę w reprezentacji dwa lata po mundialu. Co było dalej z Bońkiem, wie każdy kibic.

Andrzej Iwan cieszył się zasłużoną opinią wyjątkowego talentu, więc też grał ponad miarę. Wiosną 1978 roku był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski juniorów, która zdobyła trzecie miejsce w nieoficjalnych mistrzostwach Europy (turnieju UEFA).

Natychmiast po nich Gmoch włączył go do kadry na mundial w Argentynie. Iwan miał osiemnaście lat, był najmłodszym uczestnikiem turnieju. W pierwszej reprezentacji debiutował właśnie wtedy. Cztery lata później pojechał na mundial do Hiszpanii. W drugim meczu odniósł kontuzję i wiedząc, że na boisko już nie wyjdzie, oddał się ulubionym rozrywkom alkoholowym. Niestety, to mu zostało.

Pragmatyzm Piechniczka

Przed mundialem w Hiszpanii (1982) Antoni Piechniczek znalazł się w szczególnej sytuacji. W Polsce obowiązywał stan wojenny i żadna reprezentacja nie chciała z nami grać. Przygotowywano się więc w kraju i za granicą, rozgrywając mecze z zespołami klubowymi.

Czytaj więcej

20 lat od ostatniego tytułu Brazylijczyków, Czas znów zatańczyć sambę?

Piechniczek podjął trudną decyzję, rezygnując z bramkarza Jana Tomaszewskiego. Miał na jego miejsce swojego ulubieńca Józefa Młynarczyka, który bronił polskiej bramki na dwóch mundialach od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. W plebiscycie na najlepszego bramkarza zorganizowanym z okazji stulecia PZPN Młynarczyk zajął pierwsze miejsce, wyraźnie przed Tomaszewskim.

Trener podjął też ryzyko, powierzając rolę defensywnego pomocnika Waldemarowi Matysikowi z Górnika Zabrze. W roku 1982 miał on 21 lat. Był chłopakiem ze śląskiej wsi, gdzie nauczono go szacunku dla pracy. Przeniósł te zasady na boisko, po którym biegał bez przerwy przez półtorej godziny, uprzykrzając życie każdemu przeciwnikowi.

Matysik nie był brutalem (a defensywny pomocnik kojarzy się z ostrą grą), wzruszał się, kiedy słyszał polski hymn i kiedy odpowiadał na pytania przed kamerą. Mawiał wtedy, „przepraszam, że mi płaczki lecą z oczu”. Niezwykle sympatyczna postać.

Czytaj więcej

Mundial na kanapie. Których gwiazd zabraknie na mistrzostwach świata?

W meczu o trzecie miejsce z Francją, w wysokiej temperaturze nie bardzo wiedział, gdzie jest. Po prostu dał z siebie wszystko, odwodnił się i w przerwie musiał zostać w szatni. Po powrocie do Warszawy prosto z lotniska przewieziono go do szpitala, gdzie leczył się przez kilka miesięcy. A cztery lata później pojechał ponownie na mundial, został zawodnikiem AJ Auxerre i Hamburger SV.

Piechniczek miał kilku ulubieńców, którzy na ogół go nie zawodzili. Może z wyjątkiem Andrzeja Pałasza, napastnika Górnika, który wyróżniał się w lidze, kreowano go na następcę Lubańskiego, co znalazło nawet wyraz w przekazaniu mu na Stadionie Śląskim koszulki z numerem 10. Ale mimo że zdobywał bramki dla reprezentacji, nie został zapamiętany.

W kadrze na mundial w Hiszpanii znalazł się też stoper Górnika Zabrze Tadeusz Dolny. Zbigniew Boniek, spytany o niego, odpowiedział: – Nie pamiętam takiego piłkarza.

Cztery lata później na mundialu w Meksyku (1986) Antoni Piechniczek nie ryzykował. Powołał wszystkich najlepszych zawodników, jakich mieliśmy, ale na grę jego drużyny żal było patrzeć.

Ostrożny Engel

Jerzy Engel postąpił podobnie. Już na pół roku przed turniejem ogłosił, że „selekcja została zakończona”. Na mundial do Korei i Japonii (2002) pojechali ci, którzy wiedzieli, że pojadą. Mimo że aż piętnastu zawodników grało w klubach zachodnich, nie przenieśli do reprezentacji tamtejszych standardów.

Engel zasłużył się piłkarzom, bo poza trzecim bramkarzem (Adamem Matyskiem) dał szansę gry każdemu. Na trzy minuty ostatniego meczu wybiegł nawet pomocnik Odry Wodzisław Paweł Sibik, którego obecność w kadrze stanowiła zaskoczenie. Kilka miesięcy później Sibik został graczem Apollonu Limassol.

Janas rewolucjonista

Mundialowe powołania Pawła Janasa (2006) obrosły już w legendy, bo mimo tłumaczeń trenera mało kogo przekonywały jego decyzje o rezygnacji z Jerzego Dudka, Tomasza Frankowskiego, Tomasza Rząsy i Tomasza Kłosa.

Wobec nieobecności Dudka karierę zaczął robić Artur Boruc, a rezerwowi Łukasz Fabiański i Tomasz Kuszczak też stali się znanymi bramkarzami. I tylko nie wiadomo, co w kadrze robił pomocnik Piotr Giza (był pierwszym zawodnikiem Cracovii powołanym do reprezentacji od roku 1967).

Niezdecydowany Nawałka

Adam Nawałka do końca nie wiedział, w jakim ustawieniu powinna grać reprezentacja na mundialu w Rosji (2018) i kogo w związku z tym do niej powołać. Wydawało się, że po udanych mistrzostwach Europy we Francji będzie mu łatwiej, bo trzon drużyny ma.

Czytaj więcej

FIFA i kultura korupcji

Tak się nie stało. Można było odnieść wrażenie, że Sławomir Peszko został włączony do kadry na sugestię Roberta Lewandowskiego, żeby przyjaciele mogli być razem. Pomocnik Rafał Kurzawa trafił do kadry chyba dlatego, że trener znał go z Górnika. Wiedział, że Kurzawa ma bardzo dobre dośrodkowanie i strzał z lewej nogi. Właśnie po takim podaniu z wolnego padł gol Jana Bednarka w meczu z Japonią.

Zaraz po mundialu Kurzawa został sprzedany do francuskiego klubu Amiens SC, gdzie spędzał czas głównie na ławce. Dziś jest rezerwowym w Pogoni. „Jedna noga” to trochę za mało, żeby zrobić karierę, ale czasem wystarcza, by zagrać na mundialu.

Przed koniecznością takiego wyboru – w szerokiej kadrze było 47 graczy – stawali wszyscy selekcjonerzy i nie zawsze ich decyzje były oczywiste. Zdarzyło się, że nieoczekiwany wybór trudno było uzasadnić. A bywało też, że posądzano trenerów (choć nigdy oficjalnie), że powołują do kadry zawodników tylko po to, żeby ich wypromować, a potem drożej sprzedać. I że za wyborami stoją wszechwładne kluby (w PRL-u) oraz agenci graczy (w nowej Polsce). Mogło się więc zdarzyć, że selekcjonerzy nie byli w swoich decyzjach całkowicie autonomiczni.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Mundial 2022
Influencer świętował na murawie po zwycięstwie Argentyny. FIFA prowadzi dochodzenie
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Mundial 2022
Messi wskrzesza przeszłość. Przed Argentyną otwiera się szansa na lepsze jutro
Mundial 2022
Hubert Kostka: Idźmy argentyńską drogą
Mundial 2022
Szymon Marciniak: Z dżungli na salony
Mundial 2022
Stefan Szczepłek o finale mundialu: Tylko w piłce takie rzeczy