Rozwój sprzętu oraz metod treningowych w połączeniu z niezwykłym talentem sprawiają, że wyniki z ery wielkiego koksu znów są dziś w zasięgu najlepszych biegaczy świata.
Femke Bol występy w sezonie halowym traktuje raczej treningowo, skoro jej specjalizacją jest nieistniejący pod dachem bieg płotkarski, a jednak podczas mistrzostw kraju wynikiem 49.24 pobiła własny rekord świata na 400 metrów w tym samym miejscu, gdzie rok wcześniej rozprawiła się z pamiętającym 1982 rok wyczynem Czeszki Jarmiły Kratochwilowej (49.59).
23-latka jest cudownym dzieckiem holenderskiego sprintu, której talent szlifują Bram Peters oraz Laurent Meuwly. Wysoka i szczupła sprawia wrażenie, jakby unosiła się, wręcz leciała nad bieżnią, choć niektórzy mogliby porównywać obwód jej uda z bicepsem potężnie zbudowanej Kratochwilowej.
Bol ma już dziewięć złotych medali imprez rangi europejskiej oraz światowej i brakuje jej tylko tego olimpijskiego, bo los sprawił, że bieg na 400 metrów przez płotki doczekał się niezwykłego pokolenia, któremu twarz daje redefiniująca konkurencję Amerykanka Sydney McLaughlin-Levrone.
Historię piszą nie tylko one, ale również Grant Holloway. Syn wojskowego i nauczycielki oraz student stosunków afrykańsko-amerykańskich pokonał bieg na 60 metrów przez płotki w 7.27 sekundy.
Amerykanin, który uważa, że „jeśli nie wymiotujesz, to znaczy, że nie trenowałeś wystarczająco ciężko”, poprawił tym samym swój wynik z 2021 roku, kiedy pobił 27-letni rekord świata Brytyjczyka Colina Jacksona (7.30). Holloway 60 m przez płotki pokonał w czasie poniżej 7.40 już 23 razy. Tegoroczny rekord Polski Jakuba Szymańskiego to 7.47.
Płotki są tej zimy wyjątkowo gorące, skoro rekord świata Devynne Charlton z Bahamów (7.67), który ustanowiła tydzień temu, podczas mistrzostw Stanów Zjednoczonych wyrównała Tia Jones.
To wróży emocje podczas halowych mistrzostw świata w Glasgow (1–3 marca), choć wiadomo, że w sezonie olimpijskim zima jest jedynie prologiem do igrzysk, które mogą być rekordowe.