Kryscina Cimanouska: Piszą, że nie mam mózgu, a mojego biegu nie pokazali

- Trafiłam przed igrzyskami na "czarną listę". Dziś piszą o mnie, że nie mam mózgu, a mojego biegu nie pokazali nawet w telewizji, ale wierzę, że Białoruś się zmieni - mówi reprezentantka Polski, biegaczka Kryscina Cimanouska.

Publikacja: 27.08.2023 17:30

Przyjechałam i zrobiłam swoje - mówi Kryscina Cimanouska.

Przyjechałam i zrobiłam swoje - mówi Kryscina Cimanouska.

Foto: JEWEL SAMAD / AFP

Jak się pani czuje po debiucie na mistrzostwach świata w roli reprezentantki Polski?

Jestem zmęczona, wszystko boli. Cieszę się z piątego miejsca sztafety oraz indywidualnego półfinału. Przyjechałam i zrobiłam swoje. Może mogłam więcej, ale głową byłam już na wakacjach, kiedy nagle dostałam informację, że jednak jadę na mistrzostwach świata. Doszliśmy do wniosku, że może na tym luzie pobiegnę jakiś rekord życiowy, ale tych treningów chyba jednak zabrakło. Kiedy popracuję, będzie szybciej, lepiej i - mam nadzieję - bez problemów zdrowotnych.

Czytaj więcej

Kryscina Cimanouska. Patrzy na nią cały świat

Czy kiedykolwiek czuła się pani tak, jak po półfinale biegu na 200 metrów, kiedy lekarz zwieźli panią z bieżni na wózku?

Nigdy. Już po eliminacjach czułam się okropnie, bo kiedy wróciliśmy do hotelu, bolała mnie głowa i miałam rozgrzaną skórę. Leżałam przez cały dzień. Dostawałem leki, okłady z lodu. Czułam się słabo. Dałam z siebie tyle, ile mogłam.

Żadna Polka nie pobiegła na 200 metrów tak szybko od 36 lat…

Byłam też blisko pobicia rekordu Białorusi, czyli 22.68. Nie skupiam się na tym, ale wiem, że chciałaby tego moja babcia. To jej marzenie od momentu, kiedy zaczęłam biegać. Obiecałam, że go pobiję. Może jako Polka. Wiadomo, że nikt tego nie zapisze w tabelach, ale babci będzie spokojniej.

To dla niej i dla pani bliskich naturalne, że występuje dziś pani w reprezentacji Polski?

Wszyscy chcieli, żebym po prostu mogła biegać - niezależnie dla kogo.

Dlaczego trafiła pani akurat do Polski?

Było wiele krajów, które chciały pomóc. Rodzice powiedzieli tylko: „Musisz wybrać sama”. Pomoc oferowali także Czesi, Niemcy, Francuzi, Szwedzi czy Japończycy. Wybrałam miejsce, gdzie będę miała najbliżej do Białorusi - także ze względu na rodziców. Siedem lat temu, po ślubie, pojechaliśmy z mężem do Polski na wakacje. Już wtedy spacerując po Starym Mieście żartowaliśmy sobie, że fajnie byłoby tu zamieszkać. Nigdzie za granicą nie czułam się tak dobrze.

Czytaj więcej

Jarosława Mahuczich, ukraińska wicemistrzyni świata: Musimy powstrzymać Rosjan

Języka nauczyła się pani sama?

Chodziłam przez sześć miesięcy do szkoły, uczyłam się go na poziomie B2. Prosiłam też trenera, żeby mnie poprawiał. Początki były trudne, bo rozmawiałam z nim po angielsku, z mężem - po rosyjsku, a uczyłam się polskiego. Miałam w głowie chaos. Wiem, że popełniam jeszcze sporo błędów, ale staram się słuchać innych i je ograniczać. Dziś używam polskiego, białoruskiego, rosyjskiego i angielskiego. Czasem mylę końcówki.

Jak odnalazł się w naszym kraju pani mąż?

Niedawno otworzył własny biznes, gdzie zajmuje się samochodami. Pracuje też na siłowni jako trener personalny. On też dostał obywatelstwo.

Poznała pani już Polskę?

Byłam nad morzem, trzy razy w górach oraz nad jeziorem w Olsztynie, gdzie było pięknie i chcę wrócić. Jeżdżę też na zawody.

Ludzie dzwonią do moich rodziców i pytają, czy zakończyłam karierę. Babcia chciała mi przesyłać paczkę, bo w telewizji mówili, że Polsce nie mamy co jeść.

Kiedy poczuła się pani w naszym kraju bezpiecznie?

Po sześciu miesiącach, kiedy nie miałam już ochrony. Mistrzostwa świata w Budapeszcie to mój pierwszy zagraniczny wyjazd. Czuję się bezpiecznie także tutaj, choć ktoś napisał do mnie na Instagramie, żebym była ostrożna, wychodząc z hotelu. Takie wiadomości jednak blokuję.

A czy dostaje pani wiadomości od białoruskich kibiców?

Piszą do mnie fani, choć w mediach - białoruskich oraz rosyjskich - przekaz jest jednoznaczny. Mówią, że jestem słaba, źle wystartowałam, zajęłam ostatnie miejsce i lepiej, gdybym w ogóle nie jechałam na mistrzostwa. Sama tego nie czytam, wszystko relacjonuje mama. Wiem, że niektórzy nawet mnie obrażają. Piszą: „Biegaczka bez mózgu najpierw zajęła 30. miejsce, a później była ostatnia”.

Pani się tym przejmuje?

Już tego nie przeżywam. Czytam, uśmiecham się i koniec. Martwię się o rodziców. Ludzie dzwonią później do nich i dopytują, czy faktycznie skończyłam karierę albo biegam wolniej niż dzieci. Mojego występu w Budapeszcie telewizja w ogóle nie pokazała. Zakończyli transmisję po pięciu seriach. Byłam w szóstej.

Nie widziała pani rodziców od ponad dwóch lat. Czy mogą przyjechać do Polski?

Nie, bo po powrocie do Białorusi będą mieli duże problemy.

Czytaj więcej

Natalia Kaczmarek. Dziewczyna, którą trzeba hamować

A teraz ich nie mają?

Nie, choć przychodzi do niej policja i pyta, gdzie jestem. Odpowiadają, że nie mamy żadnego kontaktu.

Czy po przyjeździe do Polski musieliby później wrócić na Białoruś?

Mają problemy zdrowotne i nie mogą już pracować. Gdyby tu przyjechali, musiałabym wynająć im mieszkanie. Nie jestem na to gotowa, oni też. Lepiej będzie im na Białorusi, gdzie zostali z bratem.

Jak zareagowała pani na wybuch wojny w Ukrainie?

Pierwsze dni przepłakałam, bo mam tam rodzinę. Babcia i ojciec pochodzą z Ukrainy, mieszkają nieopodal Kijowa. Nie mieliśmy z nimi kontaktu przez kilka dni. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Dziś mówią, że nie jest tak źle, choć na pewno nie jest normalnie.

Czy sportowcy z Rosji i Białorusi powinni wrócić do międzynarodowych startów?

Słyszałam tamtejszych zawodników, którzy wspierają wojnę. Nie chciałabym stawać z nimi na jednej bieżni, mieszkać w jednym hotelu, nawet widzieć. Słyszę od nich słowa, których nie powiedziałabym nawet komuś kogo nienawidzę. Nie brakuje w Białorusi sportowców popierających inwazję oraz Aleksandra Łukaszenkę.

Ten wynik to dla Cimanouskiej (pierwsza z lewej) najlepszy wynik w karierze

Ten wynik to dla Cimanouskiej (pierwsza z lewej) najlepszy wynik w karierze

Tomasz Kasjaniuk

Ci, którzy go nie popierają, mają ciężko? Słyszymy czasem, jak działacze rzucają im kłody pod nogi…

Też to przeżyłam przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Miałam trenera z Austrii, ale nie mogłam do niego pojechać, więc pomagał mi mąż. Działacze mu jednak zabronili. Kazali mi trenować samej. A jak to robić, kiedy za chwilę są igrzyska? Mam wrażenie, że przez cały rok robili wszystko, żebym podczas treningów czuła się dziwnie.

Dlaczego?

Chodziłam w 2020 roku na protesty przeciwko Łukaszence, choć nie chciałam się z tym afiszować. Przyjechał wówczas do nas na obóz minister sportu i też mu coś powiedziałam, a on wpisał mnie na „czarną listę”. Grozili, że nawet nie pojadę na igrzyska, więc sama byłam zdziwiona, że się udało.

Czy dziś odzywają się do pani sportowcy z Białorusi?

Wszystkich zablokowałam. Byli tacy, którzy najpierw mówili o mnie złe rzeczy, a później prosili o pomoc. Nie chcę mieć z nimi kontaktu.

Czytaj więcej

Miś pokazał pazury. Kim jest mistrzyni świata Sha'Carri Richardson

Wierzy pani, że Białoruś kiedyś będzie normalnym krajem?

Wierzę, choć patrząc na dzisiejszych Białorusinów i rozmawiając z ludźmi słyszę, że dzieje się coś dziwnego. Wielu powtarza: „Jest u nas dobrze, nie ma wojny, Łukaszenko jest najlepszy”. To musi się jednak zmienić, nie może być tak zawsze. Młodzi wyjeżdżają, widzą inny świat. Wielu z nich jednak nie wraca, tylko w ostatnich dwóch latach nasz kraj opuściło 200 tys. osób. Ci, którzy zostali, to trudny temat. To, co czytają, o czym piszą. Babcia kiedyś zadzwoniła i pytała, czy przysłać mi jedzenie, bo w telewizji powiedzieli, że w Polsce nie mamy co jeść. Poszłam do sklepu i zrobiłam zdjęcia, żeby ją uspokoić.

Zagraniczni dziennikarze dziwią się, kiedy pani im o tym opowiada?

Czasami są w szoku. Mamy 2023 rok, takie rzeczy nie są normalne.

Ma pani Białoruś ciągle w sercu?

Łukaszenki i tego, co się tam dzieje, nie popieram, ale kraj ciągle w sercu mam. Urodziłam się przecież na Białorusi, ale chyba za chwilę nawet nie będę miała obywatelstwa, bo mi je odbiorą.

pytał i notował w Budapeszcie Kamil Kołsut

Jak się pani czuje po debiucie na mistrzostwach świata w roli reprezentantki Polski?

Jestem zmęczona, wszystko boli. Cieszę się z piątego miejsca sztafety oraz indywidualnego półfinału. Przyjechałam i zrobiłam swoje. Może mogłam więcej, ale głową byłam już na wakacjach, kiedy nagle dostałam informację, że jednak jadę na mistrzostwach świata. Doszliśmy do wniosku, że może na tym luzie pobiegnę jakiś rekord życiowy, ale tych treningów chyba jednak zabrakło. Kiedy popracuję, będzie szybciej, lepiej i - mam nadzieję - bez problemów zdrowotnych.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Lekkoatletyka
Historyczny sukces Polek na mistrzostwach świata. Ewa Swoboda kręci nosem
Lekkoatletyka
Kolejny odlot sztafety na mistrzostwach świata. Mamy Jokera, będą wybuchy
Lekkoatletyka
Jarosława Mahuczich, ukraińska wicemistrzyni świata: Musimy powstrzymać Rosjan
Lekkoatletyka
Natalia Kaczmarek w życiowej formie. Najpierw mistrzostwa Europy, później igrzyska
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Lekkoatletyka
Ewa Swoboda z wyjątkowym wyróżnieniem. Dlaczego dostała własną lalkę Barbie?
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał