Polski chód na rozdrożu. Dawid Tomala: Dobrze, że Roberta Korzeniowskiego nie będzie w kadrze

- Robert Korzeniowski jako szkoleniowiec się nie odnalazł. Cieszę się, że nie będzie go w kadrze. Profesjonalizm, którym emanuje w mediach, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - mówi mistrz olimpijski chodzie na 50 kilometrów Dawid Tomala.

Publikacja: 24.08.2023 11:33

Dawid Tomala na trasie chodu na 35 km mężczyzn

Dawid Tomala na trasie chodu na 35 km mężczyzn

Foto: PAP/Adam Warżawa

Korespondencja z Budapesztu
Nasz najlepszy chodziarz nie ukończył rywalizacji na 35 kilometrów podczas mistrzostw świata. Tomala miał podczas przygotowań problemy ze zdrowiem, a w Budapeszcie walczył nie tylko z dystansem, ale także z bólem kolana. Sędziowie w tej samej konkurencji zdjęli z trasy także Katarzynę Zdziebło. Wicemistrzyni świata jeszcze w połowie dystansu prowadziła, może nawet z nadzieją walki o złoto, ale nie szła dobrze technicznie i została zdyskwalifikowana.

26-latka kilka dni wcześniej nie ukończyła także wcześniej rywalizacji na 20 kilometrów. Wyjaśniała, że choć kilka miesięcy temu zakażenie koronawirusem osłabiło jej płuca, to jest dobrze przygotowana pod względem wytrzymałościowym. Zawodzi technika - może także ze względu na nowe buty z karbonową wkładką.

Czytaj więcej

Wojciech Nowicki cieszył się jak dziecko

Rok temu zdobyła trzy srebrne medale - dwa mistrzostw świata i jeden mistrzostw Europy - ale po tym sezonie życia wiele przestało iść po jej myśli. Zaczęła współpracę z Robertem Korzeniowskim, który został także trenerem polskiej kadry. To miał być duet na olimpijski medal, ale obie strony nie znalazły wspólnego języka. Współpraca dobiegła końca w czerwcu. Zdziebło decydującą część przygotowań do startu w Budapeszcie przepracowała już sama.

Korzeniowski w rozmowie ze sport.pl narzekał, że chodziarka stoi w rozkroku na ścieżce między karierą sportową i zawodową (jest absolwentką wydziału medycznego Uniwersytetu Warszawskiego). Mówił też o różnym postrzeganiu obowiązków, treningów, celu. Zdziebło odpowiadała, że lepiej zna swój organizm i nie jest Korzeniowskim, aby pracować z taką intensywnością.

Głos w sprawie byłego wybitnego chodziarza po swoim starcie w Budapeszcie zabrał też Tomala. On z Korzeniowskim wprawdzie nie trenował, bo indywidualnie opiekuje się nim ojciec Grzegorz, ale czterokrotny mistrz olimpijski - z Atlanty, Sydney, Aten - wywiadem udzielonym Łukaszowi Jachimiakowi uderzył w całe środowisko i wywołał wśród chodziarzy oburzenie.

Przegrał pan z bólem, bo mimo walki nie udało się dojść do mety…

Dawid Tomala: To bardzo przykry dzień. Przepraszam wszystkich, którzy we mnie wierzyli. Ból w nodze nie pozwolił mi iść w sposób prawidłowy, przez co dostawałem ostrzeżenia. Trzy miesiące przerwy w treningu, od kwietnia do czerwca, także nie pomogło. Wahałem się nawet, czy ten sezon kontynuować. Cieszę się, że tu jestem, ale przykro mi, że wielu zawiodłem. Nie miałem na tyle sił, aby mocniej powalczyć z bólem.

Czytaj więcej

Czekaliśmy czterdzieści lat! Natalia Kaczmarek wicemistrzynią świata

Jaki ma pan pomysł, żeby poradzić sobie z tymi problemami zdrowotnymi?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Przyjeżdżając do Budapesztu nie miałem żadnych problemów z tym, co wydarzyło się teraz. Ból pojawiał się sporadycznie i przystąpiłem do startu z radością. Trudno mi wyjaśnić, dlaczego się nie udało. Może chodzi o to, że narzucam na siebie zbyt dużą presję? Siedzi mi z tyłu głowy, że jestem mistrzem olimpijskim i chciałbym dawać wszystkim dużo radości. Nie jestem już przecież cichociemny. Każdy zna takie nazwisko, jak Tomala. Pracuję nad tym z psychologiem.

Może trzeba podchodzić do kolejnych wyzwań krok po kroku?

Zdaję sobie z tego sprawę, w Budapeszcie chciałem być po prostu w pierwszej „dziesiątce”. Wiem, że to był wysoki cel, bo sezon nie był wcześniej udany - ani sportowo, ani zdrowotnie. To, co robiłem na treningach, nie przełożyło się jednak na start. Będziemy musieli w przyszłym sezonie dużo zmienić.

Korzeniowski, jeżdżąc na obozy sportowe, więcej czasu poświęcał mediom społecznościowym i na wycieczki niż treningom. Kazał czasem zawodnikom iść ze sobą, żeby przez godzinę kręcić jakieś filmiki, kiedy oni powinni odpoczywać

Wydawało się, że chód na 35 kilometrów to będzie dla pana idealny dystans…

Też tak myślałem. Okazało się jednak, że chłopaki chodzą szybciej niż się spodziewałem. Ekipa z „dwudziestki” bardzo mocno weszła w ten dystans, a mój organizm się przy tych wysokich prędkościach buntował. Oni chodzą w tempie 3:50 na kilometr, co jest abstrakcją chyba nawet dla większości biegaczy-amatorów. Dajcie mi trochę czasu. Muszę usiąść i przemyśleć, jak podejść do kolejnego sezonu.

Co powie pan na głosy ze środowiska, od Roberta Korzeniowskiego, że nie wytrzymujecie presji sukcesu?

Robert zachował się nie w porządku, oczerniając nas. Myślę, że przyjdzie pora, kiedy wszyscy usiądziemy i odbijemy piłeczkę. Zarzuca nam, że nie poświęcamy się dla sportu, a my oddajemy mu całe serducho, całe życie. Sport jest jaki jest, a on - jako szkoleniowiec - się w tym zupełnie nie odnalazł. Cieszę się, że nie będzie go w polskiej kadrze. Profesjonalizm, którym emanuje w mediach, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Wiem, że to mocne słowa, ale każdy miał dżentelmeńską umowę, że kończymy współpracę i nie drążymy tematu, a nagle okazuje się, że on wyciąga brudy, które nie są prawdą. Nie wiem, jak taki mistrz może się w tak zachowywać. Temat, który wydawał się zamknięty, nagle wypłynął. Nie wiem, po co taką szpilkę wbijać przed startem. "Jeśli czegoś chcesz, to przyjdź i porozmawiajmy na osobności" - to są jego słowa.

Czytaj więcej

Kryscina Cimanouska. Patrzy na nią cały świat

Co to znaczy, że Korzeniowski nie jest tak profesjonalny, jak przedstawia się w mediach?

Sam nie wiem, czy chcę o tym gadać... Pierwszy przykład: jeżdżąc na obozy sportowe więcej czasu poświęcał mediom społecznościowym i na wycieczki niż treningowi. Kazał czasem zawodnikom iść ze sobą, żeby przez godzinę kręcić jakieś filmiki, kiedy powinni odpoczywać. Zdarzało się też, że dziewczyny chciały jechać na trening, a nie mogły, co Robert mówił, że bierze o siódmej rano samochód, żeby jechać na wycieczkę z żoną. Macie jeden temat. A reszta? To są takie rzeczy, że jak wypłynie, to nie będzie fajnie.

Posługując się takimi ogólnikami sam naraża się pan na zarzuty, że nie ma konkretnych argumentów...

Macie rację. Największym problemem jest to, że w momencie, gdy Korzeniowski przychodził do kadry, okazało się, że nie ma w treningu dialogu, wysłuchania drugiej osoby, tylko kiedy coś nie idzie, to jest krzyk.

Dosłownie czy metaforycznie?

Dosłownie. Moim zdaniem mistrzem trenerskim jest człowiek, który całe życie się uczy i słucha. Kontakt z zawodnikiem jest podstawą. Kartka przyjmie wszystko, ale w danym dniu zawodnik - może nie. Małe zmiany, wysłuchanie kogoś, mogą mieć kluczowe znaczenie. Takich niesnasek treningowych - nie pojawiania się, spóźniania - było bardzo dużo.

Czytaj więcej

MŚ w lekkiej atletyce: Lord patrzy w przyszłość

Dzięki byciu trenerem mógł się zajmować innymi rzeczami?

Mieliśmy na początku takie wrażenie. Co tu się dzieje? Jedziesz na obóz, zabierasz rodzinę... To się zdarza, czasami, a tu było tak zawsze, a są momenty, kiedy trzeba się skupić na robocie.

Czy pan jest pod tym względem czysty jak łza, nigdy nie przyjechała do pana dziewczyna na zgrupowanie?

A, oczywiście, żeby to jedna! Ha, ha, Musiałbym pomyśleć, czy coś takiego się wydarzyło.

Czy wam to przeszkadzało?

Jeśli ktoś jest na zgrupowaniu z żoną, to nie ma problemu. Każdy ma prawo do czasu wolnego. Ale jeśli poświęca jeden dzień, drugi, trzeci, dziesiąty nie na to, co powinien, a ktoś inny prosi, żeby przyjechał na trening, popatrzył na technikę i to się nie dzieje, to wtedy zaczyna być męczące. Wszedł mocno ze swoim pomysłem, ale to się nie sprawdzało, a głos drugiej strony odbijał się od ściany. Tu był problem. Mówię o przykładach ludzi, z którymi trenował - Kasia Zdziebło, Łukasz Niedziałek, Olga Chojecka. Oni byli zmęczeni. Wydaje mi się też, że stawiał im przed startem zbyt wysokie wymagania. Narzucił psychiczny balast, z którym nie dawali sobie rady.

rozmawiał i wysłuchał Kamil Kołsut

Korespondencja z Budapesztu
Nasz najlepszy chodziarz nie ukończył rywalizacji na 35 kilometrów podczas mistrzostw świata. Tomala miał podczas przygotowań problemy ze zdrowiem, a w Budapeszcie walczył nie tylko z dystansem, ale także z bólem kolana. Sędziowie w tej samej konkurencji zdjęli z trasy także Katarzynę Zdziebło. Wicemistrzyni świata jeszcze w połowie dystansu prowadziła, może nawet z nadzieją walki o złoto, ale nie szła dobrze technicznie i została zdyskwalifikowana.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Lekkoatletyka
Czekaliśmy czterdzieści lat! Natalia Kaczmarek wicemistrzynią świata
Lekkoatletyka
Kryscina Cimanouska. Patrzy na nią cały świat
Lekkoatletyka
Mistrzostwa świata. Pia Skrzyszowska i jej lot w kosmos
Lekkoatletyka
Lekkoatletyka. Najgorsze mistrzostwa Europy od 12 lat
Akcje Specjalne
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Lekkoatletyka
Rekord Polski Natalii Kaczmarek. Nastała nowa epoka w polskiej lekkoatletyce
Lekkoatletyka
Natalia Kaczmarek: Nogi zaczęły się kręcić