Czy srebrny medal może cieszyć bardziej niż złoty?
Nie myślałem o nim w takich kategoriach. Cieszy mnie ten medal i cieszy mnie ten start. Był bardzo udany, rzucanie - równe, a sam konkurs stał na wysokim poziomie. To motywowało do dalekiego rzucania. Cieszę się, że udało mi się zdobyć srebro. To mój dziesiąty medal. Życzę każdemu, żeby miał taką serię albo i lepszą. Wszystkie te medale na razie leżą w domu moich rodziców na półce. Kiedyś przyjdzie czas je ułożyć.
Czytaj więcej
Wojciech Nowicki po konkursie pełnym fajerwerków został wicemistrzem świata w rzucie młotem, bo na scenę weszła nowa gwiazda. Złoto zdobył wąsaty,...
Kiedyś powtarzał pan regularnie, że „Paweł Fajdek jest lepszy”. Dziś już wierzy pan, że jest równie utalentowany albo nawet lepszy?
Trudno odpowiedzieć. Paweł boryka się ze swoimi problemami i wiem, że w tym roku było u niego ciężko z treningiem. Fajnie, że ja mogłem się do sezonu przygotować. Robiłem swoje. Fajdek na pewno jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, nie bez powodu zdobywa się pięć razy mistrzostwo świata. Jest już marką. Lata jednak lecą i będzie nam obu coraz trudniej utrzymywać wysoką formę. Mam jednak nadzieję, że jeszcze wrócimy w duecie na podium, choć widać, że młodzi rozpychają się coraz mocniej. Musimy się sprężyć. Mnie to motywuje.
Nagrodą za medal będą klocki Lego. Marzyłem o wieży Eiffela i ją dostanę
Ethan Katzberg to meteoryt czy rywal na lata?
Zobaczymy, jak to się wszystko rozwinie. Mam nadzieję, że będzie dobrym przeciwnikiem. Zrobił fenomenalną rzecz i dostarczył wielu emocji, ale to dopiero jego pierwszy sezon na takim poziomie. Czas pokaże, jak będzie dalej, kiedy dojdą presja oraz oczekiwania. Będzie już startował z innego poziomu, tym razem wykorzystał wszystkie swoje atuty. Tylko mu gratulować. Czapki z głów. Niewykluczone, że na długo zajmie miejsce na tronie będzie rozdawał karty.
Co dostanie pan od trenerki Joanny Fiodorow za ten medal?
Klocki Lego. Marzyłem o Wieży Eiffela i ją dostanę.
Był pan po niedzielnym starcie cały w skowronkach, chyba jak nigdy…
Starzeje się. Zaczynam sobie z wiekiem uświadamiać, że z roku na rok jest trudniej. Coraz mocniej zaczynam odczuwać trening oraz wszystko to, co robimy. Byłem jednak zmotywowany, bo mieliśmy emocje oraz walkę do ostatniej kolejki - tak wygląda piękno sportu. Ja starałem się robić swoje i osiągnąłem całkiem dobry wynik. Kanadyjczyk był jednak tego dnia najlepszy. Wiem, że są już młodsi młociarze i będzie coraz trudniej. Staram się więc to wszystko doceniać.
Czytaj więcej
- Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek to prawdziwi wojownicy, weterani naszego sportu. Rywalizacja z nimi to niezwykła sprawa - mówi „Rzeczpospolitej”...
Wytrzyma pan do igrzysk olimpijskich w Los Angeles?
Dotrwać to cel i marzenie - chciałbym tam zakończyć karierę, choć niewykluczone, że już wówczas 80 metrów będzie tylko dawało szóste oraz siódme miejsce. Życie mój plan zweryfikuje. Nie chcę tam jechać tylko po to, żeby jechać. Żona oczywiście ten plan rozumie oraz akceptuje. Wiadomo, że to wszystko będzie w najbliższych latach wyglądało nieco inaczej. Zmienią się przygotowania, które muszę dostosować do możliwości oraz wieku. Będę więcej w domu.
Co będzie po was, jak wygląda przyszłość polskiego młota?
Pięć lat to sporo czasu, żeby ruszyć do przodu. Są Marcin Wrotyński, Tomasz Ratajczyk czy Dawida Piłata i może któryś z nich w tym czasie coś zrobi. Można wykonać dużo pracy, poprawić technikę oraz sprawić, żeby młot latał dalej. Wszystko jest w ich rękach.
Rozmawiał i wysłuchał w Budapeszcie Kamil Kołsut