Decyzję o zmianie terminu uzgodnili premier Japonii Shinzo Abe i przewodniczący MKOl Thomas Bach. Nie mieli wyjścia: koronawirus od kilku tygodni paraliżuje świat, a naciski na przełożenie igrzysk ze strony najważniejszych sportowych organizacji oraz samych zawodników były ogromne.
Presja przyniosła efekt. Gdyby nie ona, organizatorzy z decyzją zwlekaliby zapewne znacznie dłużej. „Naszym celem jest ochrona zdrowia sportowców, wszystkich osób uczestniczących w igrzyskach oraz społeczności międzynarodowej" – czytamy w oficjalnym oświadczeniu MKOl.
– Dzięki tej decyzji sportowcy będą w najwyższej formie, a kibicom zapewnimy bezpieczeństwo – uzupełnia premier Abe.
Nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie przyszłoroczne igrzyska się odbędą, ale „nie później niż latem". Organizatorzy wierzą, że w ciągu roku świat poradzi sobie z epidemią koronawirusa, a płomień olimpijski – który pozostanie przez najbliższy rok w Japonii – stanie się „światłem na końcu tunelu, w którym obecnie znajduje się świat".
Zmarnowana praca
Przełożenia igrzysk domagały się między innymi komitety olimpijskie z Polski, Brazylii, Kolumbii, Słowenii, Szwajcarii i Niemiec. Kanadyjczycy, gdyby zawody odbyły się w tym roku, nie wysłaliby na nie swoich sportowców. Podobny ruch rozważali Norwegowie, Australijczycy i Nowozelandczycy.
Protest na ostatniej prostej wsparł najpotężniejszy krajowy komitet olimpijski – amerykański (USOPC). Według jego danych 93 proc. z 1780 ankietowanych sportowców chciało przełożenia igrzysk, a 65 proc. stwierdziło, że epidemia poważnie wpłynęła na ich proces treningowy.
Zmiana jednak nie wszystkim pasuje. Marta Walczykiewicz razem z grupą polskich kajakarek przygotowywała się do startu w Tokio na zgrupowaniu w portugalskim Lago Azul. – Czułam się mocna i prawdopodobnie w najbliższym czasie nie będę mogła tego pokazać. Moje przygotowania przebiegały bez zarzutu, wykonałam kawał dobrej roboty. Jestem zła, idę trochę pocierpieć w samotności – przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą".
W identycznym tonie wypowiada się jej kolega z kadry, kanadyjkarz Tomasz Kaczor.
– Nie spodziewałem się przełożenia igrzysk na kolejny rok. Myślałem raczej, że odbędą się jesienią. Szkoda, bo moje wyniki dziś są nawet lepsze niż o tej samej porze przed rokiem, a organizm nie robi się przecież młodszy – mówi.
Zawody w Tokio miały być ostatnim wyzwaniem w karierze dwukrotnego wicemistrza olimpijskiego Piotra Małachowskiego. Dyskobol uspokaja jednak w rozmowie z „Rz", że przygody ze sportem nie kończy i będzie się przygotowywał do igrzysk w kolejnym roku.
Biegacz Adam Kszczot do decyzji organizatorów nie jest przekonany. – Okoliczności cały czas się zmieniają. Prywatnie uważam, że dla bezwzględnego bezpieczeństwa i pewności najlepiej byłoby przełożyć igrzyska na 2022 rok – mówi.
Czas negocjacji
Organizatorów czeka teraz seria negocjacji. MKOl musi dojść do porozumienia z federacjami, które planowały na 2021 r. mistrzostwa świata. Zwłaszcza najważniejszymi: pływacką FINA i lekkoatletyczną World Athletics.
Prezes tej drugiej Sebastian Coe kilka dni temu sam apelował o zmianę terminu igrzysk oraz polecił gospodarzom przyszłorocznych MŚ w Eugene przygotować się do przełożenia imprezy na kolejny rok.
Byłoby dobrze, gdyby termin nie nałożył się też na wyścigi F1 oraz sezon NHL i NBA.
Problem mogą mieć duże stacje telewizyjne, które na najważniejsze imprezy delegują setki pracowników. Organizacja igrzysk latem – to wciąż opcja najbardziej prawdopodobna – sprawiłaby, że odbędą się kilka tygodni po piłkarskim Euro i kilka miesięcy przed zimowymi igrzyskami w Pekinie. Świat sportu jeszcze nigdy nie pędził w takim tempie.
Bez zmian pozostaje nazwa: Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie Tokio 2020. To ukłon w stronę organizatorów, partnerów oraz sponsorów. Wszystkie materiały promocyjne i marketingowe, sprzęt oraz oficjalne pamiątki mogą spokojnie czekać w magazynach na lepsze czasy.
Szybko nowy termin
To drobne oszczędności, teraz przed gospodarzami igrzysk poważne zadanie logistyczne. Wyznaczenie nowego terminu zawodów jest niezbędne do przebukowania lotów i rezerwacji hoteli. Trzeba też dojść do porozumienia z mieszkańcami, którzy mieli jesienią wprowadzić się do apartamentów w wiosce olimpijskiej. Niewykluczone, że japoński rząd będzie musiał przygotować pakiet pomocowy dla przedsiębiorców, którzy poczynili inwestycje w nadziei na olimpijskie zyski i teraz staną na skraju bankructwa.
Przełożenie igrzysk to nieuchronne spadki na giełdzie oraz brak wpływów, które mieli wygenerować kibice z zagranicy. Kupili oni jedną trzecią z blisko 8 milionów olimpijskich biletów.
Gospodarze wydali na organizację igrzysk 26 mld dolarów, czyli prawie cztery razy więcej, niż zakładał pierwotny budżet. Droższe były tylko IO w Pekinie (44 mld) oraz Soczi (51 mld).
MKOl letnie igrzyska odwoływał trzy razy – zawsze z powodu wojen światowych (1916, 1940, 1944), nigdy ich nie przełożył.