Igrzyska olimpijskie w Tokio miały się pierwotnie odbyć w dniach od 24 lipca 2020 do 9 sierpnia 2020.
Pandemia spowodowała ich przesunięcie. Zdecydowano, że zaczną się 23 lipca 2021, skończą - 8 sierpnia. Nie wiadomo jednak, czy na pewno do nich dojdzie.
Jak mówił w rozmowie ze stacją telewizyjną TBS sekretarz generalny Partii Liberalno-Demokratycznej, Toshihiro Nikai, odwołanie igrzysk jest wciąż brane pod uwagę, zwłaszcza że na 100 dni przed planowana datą Japonia ogarnięta jest rosnącą czwartą falą pandemii.
- Jeśli okaże się, że nie uda się jej opanować, trzeba będzie zrezygnować. Jeśli igrzyska olimpijskie miałyby rozprzestrzenić infekcję, to po co igrzyska olimpijskie? - pytał Nikai.
- Przeprowadzimy igrzyska w bezpieczny sposób - zapewnia z kolei minister Karo Tono, odpowiedzialny za akcję szczepień w Japonii. - Bez kibiców - dodaje.
Jednak to słowa Nikai bardziej przemawiają do Japończyków. "Jeśli tak mówi ten człowiek, odwołanie imprezy wygląda na przesądzone" - takie wpisy pojawiają się w mediach społecznościowych.
Organizacja igrzysk podczas pandemii nie cieszy się poparciem Japończyków. W jednym z ostatnich sondaży aż 72 proc. badanych opowiedziało się przeciwko.
Japonia boryka się z rosnącą liczbą infekcji koronawirusem. Liczba zakażeń rośnie w Tokio po zakończeniu tam stanu wyjątkowego, rekordowo wysokie są liczby zakażeń w Osace, a eksperci ds. zdrowia alarmują, że system opieki zdrowotnej jest już bardzo poważnie obciążony.
Najwyższy rangą japoński doradca medyczny, Shigeru Omi, przyznał, że pandemia weszła w czwartą falę, napędzaną przez zmutowane szczepy, a profesor Uniwersytetu w Kioto Hiroshi Nishiura wezwał do przełożenia igrzysk olimpijskich.
Akira Koike, wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Japonii i lekarz z wykształcenia, zareagował na komentarze Nikai na Twitterze, mówiąc, że zorganizowanie wydarzenia jest już „niemożliwe”, a decyzję o odwołaniu należy podjąć „szybko”.