[b]RZ: Kontrolowała pani bieg, wygrała w wielkim stylu, a na twarzy nie było widać zmęczenia...[/b]
Justyna Kowalczyk: To złudzenie. Byłam potwornie zmęczona. Takiego biegu nie można wygrać bez wysiłku. A co do kontroli nad tym, co działo się na trasie, nie zgadzam się. Nie ma mowy o kontrolowaniu czegokolwiek. Wygrałam, bo tego dnia byłam po prostu najlepsza.
[b]Lubi pani takie trasy jak ta w Valdidentro?[/b]
Jeśli narty jadą tak jak trzeba, to nie ma sensu narzekać na trasę. Ta była ciężka, trudna technicznie, wymagająca różnego rodzaju kroku. Był na niej długi, ciężki podbieg i trzy strome oraz zjazdy wymagające maksymalnej koncentracji.
[b]Liderka Pucharu Świata Aino-Kaisa Saarinen straciła do pani prawie minutę. Druga z Finek, znakomita Virpi Kuitunen jeszcze więcej. Jest pani zaskoczona?[/b]
Nie, bo w biegach narciarskich to normalne. Każdy może mieć gorszy dzień, nawet takie mistrzynie jak one. Ale nie radzę wyciągać z tego daleko idących wniosków.
[b]Do końca wiedziała pani, że przewaga nad świetnie tego dnia biegnącą Marianną Longą jest minimalna?[/b]
Co 200 m mamy podawany czas, nie ma więc mowy o braku informacji. W końcówce wiedziałam, że powiększyłam przewagę i jest dobrze.
[b]Wygląda na to, że 10 km techniką klasyczną to pani dystans. 24 stycznia w zawodach Pucharu Świata w Otepaeae też była pani pierwsza...[/b]
Nic z tego nie wynika. Wiem tylko, że mistrzostwa świata w Libercu rozpocznę tym właśnie biegiem, ale to nie jest żadna gwarancja sukcesu. Nie wykluczam, że pewniejszy jest teraz dla mnie bieg łączony.
[b]Pierwszy start w Libercu już w czwartek, będzie pani faworytką...[/b]
Faworytek jest minimum dziesięć, więc to, co zdarzyło się w sobotę w Valdidentro, lepiej jak najszybciej zapomnieć. W Libercu będą przecież inne trasy, inny śnieg, inna pogoda i wszystko się może zdarzyć. Wystarczy, że ktoś włoży kijek między narty i żegnajcie marzenia. Takie są biegi. To nie pływanie czy lekkoatletyka. Mistrzostwa w Libercu to inna bajka.