Rz: Późna pora konkursów nie przeszkadza?
Łukasz Kruczek:
Nie. Może wydawać się dziwna, bo to 21.30 czasu lokalnego, ale w Polsce to przecież trzy godziny wcześniej. Obserwując pory snu chłopaków, widzę, że wszystko będzie w porządku.
Kiedy poda pan skład na pierwszy konkurs?
W ostatniej chwili, zapewne w piątek, kwadrans po ostatniej serii treningowej. Zawsze tak robię, nie ma powodu do zmian.
Trudniej wybrać czwórkę, która wystartuje w sobotę, niż piątkę, która pojechała do Soczi?
Zawsze jest tak samo przykro, bo trzeba jednego skreślić. Patrząc na to, jak chłopcy startowali ostatnio, muszę powiedzieć jasno: skreślę zawodnika, który ?skacze tak samo jak pozostali.
Życie w wiosce olimpijskiej też biegnie ?bez zacięć?
Na nic nie narzekamy, bo transport działa dobrze, kontrole są do wytrzymania, organizatorzy chyba znaleźli złoty środek w tej sprawie. Mówiono nam, że może być znacznie gorzej, ale, odpukać, wszystko idzie nam jak po maśle. Nie mamy opóźnień, problemów z warunkami życia. Wszystko działa. Poziom zakwaterowania taki sam, jak na poprzednich igrzyskach, nic gorzej.
Mówił pan o ostatnich próbach sprzętu, jakie to próby i czego?
Potwierdzam, że będziemy testować i na tym skończę. Mogę tylko dodać, że sprawdzimy rozwiązanie zastosowane u kilku zawodników, a u pozostałych nie, bo było za późno.
Nie powie pan, czy to nowe wiązania, buty, kombinezony, góra ?czy dół wyposażenia?
Powiem, że robimy próby...
Kto w zespole odpowiada za śledzenie konkurencji?
Nie ma osoby odpowiedzialnej za tę pracę. Jesteśmy podczas rywalizacji rozproszeni po skoczni, więc każdy z nas tam, gdzie przebywa, śledzi, co trzeba. Każdy wie, gdzie, kiedy i na co patrzeć.
Jakie wnioski z tych obserwacji, na przykład ?po Pucharze Świata ?w Willingen?
Wszyscy coś nowego wyciągali, nie wszystkim działało. Część tych zabiegów ma tylko znaczenie psychologiczne, ma wywołać u rywali zamieszanie, działać na ich głowy. Tylko część naprawdę działa.
To, że olimpijskie skocznie nie są dobrze znane, to jakaś groźba?
Nie, skocznie jak skocznie, nie ma w nich nic groźnego. Coś tam o nich wiemy, tylko Kamil Stoch i Piotrek Żyła, nie skakali na żadnej, ale nie przewiduję sensacji. Kto ma formę, skoczy dobrze na każdej, nawet jeśli jej z jakichś powodów nie polubi.
—w Soczi wysłuchał Krzysztof Rawa