Rusza Grand Prix na żużlu. Bartosz Zmarzlik w pogoni za piątym złotem

Rusza nowy sezon Grand Prix. Nikt już nie pyta, czy Bartosz Zmarzlik będzie najbardziej utytułowanym żużlowcem w dziejach sportu, tylko kiedy to nastąpi.

Publikacja: 26.04.2024 04:30

Bartosz Zmarzlik od lat dominuje na żużlowych torach

Bartosz Zmarzlik od lat dominuje na żużlowych torach

Foto: MAłGORZATA GENCA/POLSKA PRESS

Polak z czterema tytułami na koncie ustępuje już Tony’emu Rickardssonowi, Ivanowi Maugerowi (po sześć złotych medali) i Ove Fundinowi (pięć). Rekordów do pobicia 29-latkowi nie pozostało już dużo. Zmarzlik w tym roku może chociażby zostać pierwszym, który trzy razy z rzędu wygra cykl Grand Prix. Był blisko już trzy lata temu, ale po pasjonującej walce pokonał go Rosjanin Artiom Łaguta.

Teraz to właśnie w Łagucie oraz jego rodaku Emilu Sajfutdinowie widzi się tych, którzy mogliby przerwać dominację Zmarzlika. Rosjanie jednak – nawet ci z polskimi paszportami – z mistrzostw świata zostali jednak wyrzuceni i choć wspominają, że chętnie wróciliby do cyklu, to satysfakcję z wygranych mogą czerpać jak na razie tylko w lidze.

Pod ich nieobecność Zmarzlik nie ma konkurencji. Rywali stać na pojedyncze wygrane z Polakiem, ale zawodnik Motoru Lublin imponuje regularnością. Ostatni raz do półfinału zawodów nie zdołał awansować w 2019 roku.

Wyścig o mistrzostwa świata w ubiegłym roku do końca sezonu wydawał się zacięty tylko dzięki dyskwalifikacji Zmarzlika w Grand Prix Danii.

Nadzieja w debiutantach

Polak w tym roku może mieć o tyle łatwiej, że po latach stagnacji władze cyklu przewietrzyły stawkę uczestników. Kibice tym razem w regularnej obsadzie zobaczą aż pięciu debiutantów. Niektórzy z nich, jak chociażby Szymon Woźniak, awansowali przez kwalifikacje, inni – wśród nich Dominik Kubera – dostali zaś stałą „dziką kartę”.

Historia wskazuje, że początki w cyklu nie są łatwe. Tylko nieliczni potrafili od razu włączyć się do walki o medale, a przeszkodą bywały zazwyczaj starty na torach czasowych – powstających często na nieżużlowych stadionach – gdzie wcześniej nie mieli okazji jeździć.

Druga strona medalu jest taka, że dziś zostały takie tylko dwa: w Warszawie i Cardiff, co jest dla debiutantów dobrą wiadomością.

Tylko nieliczni potrafili od razu włączyć się do walki o medale, a przeszkodą bywały zazwyczaj starty na torach czasowych

Wśród nich najwięcej oczekuje się właśnie od Polaków. Woźniak, czyli 30-latek z Tucholi, po sezonie 2017 porzucił Spartę Wrocław na rzecz Stali Gorzów po tym, jak na gorzowskim torze niespodziewanie wywalczył indywidualne mistrzostwo Polski. Tam, pod okiem trenera Stanisława Chomskiego, szybko wybił się z drugiej linii i od kilku lat jest jednym z liderów zespołu.

Kubera to najbardziej utytułowany zawodnik PGE Ekstraligi ostatnich lat. Wygrywał ją już siedem razy, choć niedawno skończył dopiero 25 lat. W odpowiednim momencie przeszedł z Unii Leszno, która dominowała w drugiej dekadzie XXI wieku, do Motoru, gdzie jest drugim najlepszym Polakiem, po Zmarzliku.

Kariera Kubery mogła gwałtownie wyhamować w zeszłym roku, gdy podczas kwalifikacji Grand Prix na PGE Narodowym – dostał wtedy jednorazową „dziką kartę” – stracił panowanie nad motocyklem i uderzył plecami oraz głową o tor. Diagnoza: złamany kręgosłup i pilna operacja.

– Byłem o włos od bycia sparaliżowanym – przyznawał później, ale na tor wrócił po już sześciu tygodniach.

Polska sercem żużla

Wypadli ze stawki Grand Prix Maciej Janowski i Patryk Dudek. O ile do zawodników z innych krajów szefowie cyklu po słabszym sezonie podchodzili raczej łagodnie, często dając im kolejne szanse, to nie w przypadku Polaków.

Janowski od 2017 roku cztery razy był tuż za podium mistrzostw świata, aż dwa lata temu zdobył brąz. Wystarczył jeden słabszy sezon, żeby podziękowano mu za występy.

– Po praktycznie takiej samej stawce w sezonach 2022–2023 tym razem postanowiliśmy, że damy szansę innym – wyjaśniał lakonicznie dyrektor cyklu Phil Morris.

Słabszy początek sezonu na ligowych torach w wykonaniu obu Polaków wskazuje, że to mogła być dobra decyzja. Bardziej zaskakują nazwiska innych debiutantów.

Czytaj więcej

Nowy kontrakt telewizyjny Ekstraligi. Złote czasy czarnego sportu

Szansę dostaną Niemiec Kai Huckenbeck, Łotysz Andzejs Ļebedevs („dzikie karty”) oraz Czech Jan Kvech (awansował przez GP Challenge). Ten pierwszy nie jeździ nawet w PGE Ekstralidze, ostatni ledwie ją liznął.

– Chcemy zaangażować jak najwięcej nacji w walkę o tytuł mistrza świata i dobrze widzieć ich w cyklu aż dziewięć – argumentuje szef światowego żużla Armando Castagna.

Amerykanom z Warner Bros. Discovery Sports, którzy trzeci rok są promotorami tego sportu, łatwiej przychodzi zwiększanie liczby narodowości wśród uczestników niż poszerzanie geografii żużla. Nic z hucznych zapowiedzi powrotu mistrzostw świata do Australii czy USA nie wyszło. Cztery rundy odbędą się za to w Polsce, która od lat jest sercem światowego żużla.

Organizatorzy – chyba z braku innych dokonań – chwalą się wprowadzeniem przed zawodami w Warszawie i Cardiff sprintów, czyli kwalifikacji biorących wzór z Formuły 1, gdzie można zdobyć dodatkowe punkty do klasyfikacji mistrzostw świata.

Pierwsze zawody tegorocznego sezonu – Grand Prix Chorwacji w Donji Kraljevcu – w sobotę od 19.00.

Transmisja w Eurosporcie Extra na Player.pl

Polak z czterema tytułami na koncie ustępuje już Tony’emu Rickardssonowi, Ivanowi Maugerowi (po sześć złotych medali) i Ove Fundinowi (pięć). Rekordów do pobicia 29-latkowi nie pozostało już dużo. Zmarzlik w tym roku może chociażby zostać pierwszym, który trzy razy z rzędu wygra cykl Grand Prix. Był blisko już trzy lata temu, ale po pasjonującej walce pokonał go Rosjanin Artiom Łaguta.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Inne sporty
Tadej Pogacar dziękuje Rafałowi Majce. Słoweniec coraz bliżej zwycięstwa w Giro d'Italia
Inne sporty
Rośnie kadra reprezentacji Polski na igrzyska w Paryżu. Cztery szanse na medale
kajakarstwo
Polacy już błyszczą w Lublanie. Klaudia Zwolińska wicemistrzynią Europy
Inne sporty
Startują mistrzostwa Europy. Polacy liczą na medale
szachy
Garri Kasparow o dzisiejszej Rosji. "Puste deklaracje wzmacniają Putina"