Antonelli całkowicie zdominował pierwszy sezon obowiązywania nowych regulacji. 20-latka nie był w stanie doścignąć nikt, nawet jego znacznie bardziej doświadczony kolega z zespołu, George Russell. Cały rok układał się dla niego wprost magicznie – teraz jedyne, co pozostaje zrobić, to dokończyć zadanie w Meksyku.
Przed początkiem sezonu wszystkie prognozy wskazywały, że Mercedes będzie miał zdecydowaną przewagę nad innymi drużynami. Mało kto przewidział jednak, jak potoczy się wewnętrzna walka między jego kierowcami. Ten sezon miał być bowiem pierwszą prawdziwą szansą dla starszego z nich, Brytyjczyka George’a Russella.
Rok jak z bajki. Kimi Antonelli będzie najmłodszym mistrzem świata
Jakby na potwierdzenie tego, Russell wygrał rozpoczynający ten sezon wyścig w Australii. Nieoczekiwanie jednak, bardzo szybko na prowadzenie wysunął się znacznie mniej doświadczony Antonelli, wygrywając pięć następnych rund. Od tamtego momentu, a więc od początku czerwca, sprawa była praktycznie przesądzona. Antonelli, już na tamtym etapie sezonu, uzyskał 68-punktową przewagę nad drugim kierowcą w tabeli.
Czytaj więcej
Już dawno na żaden sezon nie czekano z takim niepokojem. Rewolucyjne zmiany w bolidach i w regulaminie miały wywrócić stawkę do góry nogami. Kibice...
Nawet kilka trudniejszych momentów – niedokończony wyścig w Barcelonie czy 15. miejsce w Wielkiej Brytanii – nie mogło zatrzymać zdeterminowanego Włocha. Do swoich pięciu wygranych z początku sezonu dodał cztery kolejne, ostatni raz zwyciężył tydzień temu w Austin w Stanach Zjednoczonych. W 18 dotychczasowych wyścigach tylko trzykrotnie nie stał na podium. Porównując to z trzema wygranymi Russella (w sumie osiem razy na podium), dominacja Antonellego jest niezaprzeczalna. Znacznie lepiej i szybciej zrozumiał on specyfikację nowych bolidów, dostosował swój styl jazdy, a następnie zostawił konkurencję daleko w tyle.
Nie tylko Russellowi nie udało się podjąć skutecznej walki z Antonellim. Kierowcy, którzy w zeszłym sezonie bili się o mistrzostwo – Lando Norris i Oscar Piastri z McLarena, a także Max Verstappen z Red Bulla – w tym roku nie stanowili żadnego zagrożenia. Red Bull dopiero podczas kilku ostatnich wyścigów zaczął być realnym rywalem dla Mercedesa, natomiast McLarenowi dalej do tego daleko.
Czytaj więcej
Rozpoczynający się właśnie w Australii sezon przynosi mnóstwo nowości technicznych i zupełnie odmienioną filozofię ścigania.
Najbliżej tempa „Srebrnych strzał” w tym sezonie było Ferrari. Aktualnie Lewis Hamilton jest trzeci w tabeli wyników, raptem punkt za Russellem. Russell, Hamilton, Verstappen i drugi kierowca Ferrari, Charles Leclerc, rywalizują obecnie o drugie miejsce w ostatecznej klasyfikacji. Pokazuje to, jak tragiczny sezon miał Russell – nie tylko traci aktualnie 123 pkt do Antonellego, ale w dodatku musi teraz bronić drugiej pozycji przed trzema innymi kierowcami; wszyscy są w zasięgu 10 pkt od siebie.
Tak mocnego sezonu ten sport nie widział od 2023 r., kiedy to Max Verstappen wygrał 19 z 22 wyścigów. Nikt nie mógł mu wtedy dorównać. Rok później Holendrowi w zdobyciu kolejnego tytułu próbował przeszkodzić Lando Norris – bezskutecznie. Z kolei rok temu walka o tytuł trwała aż do ostatniego wyścigu, kiedy to Norris pokonał wreszcie zarówno Holendra, jak i Australijczyka Piastriego.
F1. Czy Russell i Hamilton mają jeszcze matematyczne szanse na tytuł?
Kimi miał sezon idealny. Doskonale opanował najlepszy bolid Mercedesa z najszybszym silnikiem. Do tego dodał własną determinację, umiejętności i ciężką pracę. Nie da się także ukryć, że spotkało go znacznie mniej przypadkowego nieszczęścia i problemów niż Russella. Brytyjczyk z powodów awarii bolidu nie skończył trzech wyścigów, a Włoch tylko jednego. Antonelli nie popełniał błędów, nie powodował stłuczek. Jego największym przeciwnikiem były tzw. „limity toru”, w niektórych zakrętach miał kłopot z utrzymaniem wszystkich czterech kół na torze. Nawet to nie powstrzymało go jednak przed pokonaniem Russella w kwalifikacjach 11–7.
Czytaj więcej
Marcin Budkowski wraca do padoku Formuły 1 w wielkim stylu. Były dyrektor Alpine został nowym szefem zespołu Cadillac F1 i pokieruje ambitnym proje...
Swoją całkowitą dominację Antonelli udowodnił również liczbą pobitych rekordów. Jeśli uda mu się w niedzielę zdobyć tytuł, zostanie najmłodszym w historii Formuły 1 mistrzem świata. Pobije tym samym o trzy lata rekord Sebastiana Vettela, który w 2010 r. mistrzem został w wieku 23 lat. Nie byłoby to pierwsze osiągnięcie, które Włoch zabrałby Niemcowi. Antonelli został już najmłodszym kierowcą z pole position (pierwszą pozycją startową w kwalifikacjach) i najmłodszym kierowcą, który wygrał z tej pozycji wyścig. Z kolei Verstappenowi zabrał między innymi status najmłodszego kierowcy, który wygrał najpierw cztery, a następnie pięć wyścigów z rzędu. Hamiltona pokonał natomiast jako najmłodszy lider klasyfikacji generalnej.
Kimi ma proste zadanie – jeśli dojedzie na dziewiątej lub wyższej pozycji, tytuł będzie już w niedzielę należał do niego. Russell, by dalej mieć jeszcze matematyczne szanse na zwycięstwo, a tym samym opóźnienie triumfu Antonellego, musiałby wygrać wyścig, podczas gdy Kimi dojechałby na dziesiątym miejscu lub niżej. W teorii szansę na pozostanie w grze ma też Hamilton. On także musiałby wygrać wyścig, ale Kimi nie mógłby zająć nawet ostatniej punktowanej pozycji.
Antonelli w niedzielę ma szansę spełnić największe marzenie każdego zawodnika, zaczynającego swoją przygodę z motorsportem. I może to zrobić już na cztery wyścigi przed końcem sezonu. Włoch zrzucił z siebie presję – nie musi w Meksyku nawet stanąć na podium, by świętować tytuł.