Reklama

Wygrał faworyt, pytania pozostały. Co wiemy po pierwszym wyścigu Formuły 1 w tym sezonie?

W Australii ruszył sezon Formuły 1. Najszybszy w Melbourne był duet z Mercedesa: George Russell przed Kimim Antonellim. To dla nich doskonałe otwarcie nowego rozdziału w F1.
Wygrał faworyt, pytania pozostały. Co wiemy po pierwszym wyścigu Formuły 1 w tym sezonie?

Foto: REUTERS/Mark Peterson

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie rezultaty przyniósł pierwszy wyścig Formuły 1 w nowym sezonie?
  • W jaki sposób zespoły zaadaptowały się do nowych regulacji technicznych?
  • Jak strategia i błędy wpływały na pozycje poszczególnych kierowców?

Za nami pierwszy w tym sezonie wyścig F1. Nowe regulacje jeszcze bardziej spotęgowały emocje. Komu udało się zgrać wszystkie elementy już w pierwszym wyścigu, a kto ma pracę domową do odrobienia – na część z tych pytań poznaliśmy w niedzielę w Melbourne wstępne odpowiedzi.

Najbardziej stabilną i imponującą formę zademonstrował Mercedes. Jego kierowcy, George Russell i Kimi Antonelli, sezon 2026 rozpoczęli, zdobywając w kwalifikacjach kolejno pierwsze i drugie miejsce startowe. Ta przewaga w tempie była widoczna już od testów w lutym – Mercedesowi udało się znaleźć lukę w regulacjach, która pozwala mu wyciągać więcej mocy z silników. Niedzielny wyścig potwierdził jego dominację nad innymi zespołami – połączenie dobrych decyzji strategicznych, błędu rywali i sprawnego bolidu sprawiło, że Mercedes przełożył swoje osiągnięcia z kwalifikacji na ostateczny rezultat.

Kuriozalny wypadek przed Grand Prix Australii. Co stało się w Melbourne?

Ferrari jak zwykle zafundowało swoim kibicom rollercoaster emocji. W kwalifikacjach Charlesowi Leclercowi udało się zająć czwarte, a Lewisowi Hamiltonowi siódme miejsce – niższe niż oczekiwania fanów. W wyścigu natomiast ich ogromną przewagą okazało się tempo, w jakim są w stanie wystartować. Już na pierwszym zakręcie Charles przejął prowadzenie wyścigu, a i Lewis nadrobił kilka pozycji.

Czytaj więcej

Wyścig w nieznane. W Australii rusza nowy sezon Formuły 1
Reklama
Reklama

Niestety, nie po raz pierwszy w tym zespole, zawiodła strategia. Ferrari błędnie nie zareagowało na pit stopy Mercedesa, co ostatecznie sprawiło, że czerwoni stracili szansę walki o zwycięstwo. Ostatecznie Leclerc zajął trzecie, a Hamilton czwarte. Jest to o tyle bolesne, że drugi z nich po raz pierwszy od wielu wyścigów miał szansę na podium – swoje pierwsze we włoskich barwach. Kibicom pozostaje mieć nadzieję, że następne wyścigi przyniosą więcej możliwości.

Wydawało się, że Red Bull do Australii przyjechał z dwoma zupełnie różnymi bolidami. Podczas gdy Isack Hadjar musiał zatrzymać się i zakończyć wyścig już na 11. okrążeniu z powodu usterki, Max Verstappen, po nieudanych kwalifikacjach, z 20. miejsca przeskoczył aż na szóste. Holender udowodnił więc, że mimo niechęci do nowej generacji aut, nadal jest w stanie osiągać w nich niesamowite wyniki.

Czytaj więcej

Nowe bolidy Formuły 1. Zahamować, żeby przyspieszyć

Zeszłoroczni mistrzowie świata nie pokazali w zasadzie nic. Oscar Piastri z McLarena, po piątym miejscu w kwalifikacjach, rozbił auto jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu – na dojeździe do zajęcia pól startowych. Australijczyk po raz drugi z rzędu nie ukończył więc GP w swoim kraju – wywołując tym komentarze o ciążącej na nim klątwie wyścigu w domu.

Drugi kierowca, Lando Norris, pojechał bardzo poprawnie. Po zagwarantowaniu sobie szóstej pozycji startowej, rywalizację ukończył na piątym miejscu. Udało mu się co prawda obronić przed atakiem Verstappena, nie był jednak żadnym zagrożeniem dla jadących przed nim Ferrari. Fani McLarena muszą poczekać więc na tak oczekiwany pokaz formy i możliwości od swoich kierowców.

Kiedy kolejny wyścig Formuły 1?

Nikt nie miał jednak gorszego weekendu niż Aston Martin. W związku z ogromnymi problemami z silnikiem obaj kierowcy brali bardzo ograniczony udział w treningach. Lance Stroll w kwalifikacjach nie wystąpił w ogóle, Fernando Alonso natomiast zajął dopiero 17. miejsce. Zachodzące w aucie wibracje sprawiły, że kierowcy już wcześniej zapowiadali, że zapewne nie będą w stanie przejechać całej długości wyścigu – podobno groziłoby to uszkodzeniami nerwów kierowców. Alonso wycofał się z wyścigu, Lance w pewnym momencie przestał starać się o jakikolwiek rezultat i zaczął traktować go jako kolejną sesję treningową – rywalizację ukończył 15 pełnych okrążeń po zwycięzcy.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wyluzował i zaufał swojej prędkości. Lando Norris, nowy mistrz świata Formuły 1

Z pozostałych kierowców wyróżnili się jeszcze Oliver Bearman z Haasa i Arvid Lindblad z Racing Bulls. Pierwszy z nich z 12. pozycji w kwalifikacjach wywalczył ostatecznie siódme miejsce – zdobywając tym samym ważne punkty dla całej drużyny. Drugi natomiast, jako jedyny debiutant w F1, już pierwszy wyścig ukończył na punktowanej ósmej lokacie. Może to być dla niego z pewnością ogromny powód do dumy, szczególnie biorąc pod uwagę to, że jego kolega z ekipy, Liam Lawson, dojechał dopiero jako 13.

Pierwszy wyścig w Melbourne potwierdził więc wszystkie przewidywania o przewadze Mercedesa. Cała reszta pozostaje jednak zagadką. Czy Ferrari byłoby w stanie obronić prowadzenie, gdyby nie błąd w strategii? Ile więcej mógłby zdziałać Verstappen, gdyby startował z lepszej pozycji? Jaki będzie układ sił w środku stawki? To wszystko są pytania, na które odpowiedzi poznamy dopiero w następnych wyścigach. Najbliższy z nich już za tydzień w Chinach.

Formuła 1
Wyścig w nieznane. W Australii rusza nowy sezon Formuły 1
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Formuła 1
Wojna może uderzyć w Formułę 1. Co z wyścigami w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej?
Formuła 1
Nowe bolidy Formuły 1. Zahamować, żeby przyspieszyć
Formuła 1
Pościg Maxa, bezużyteczny Lewis i król Lando. To był jeden z najbardziej ekscytujących sezonów F1
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama