Reklama

Droga na szczyt otwarta

Wygrana Macieja Sulęckiego z Gabrielem Rosado w Filadelfii może zapewnić mu walkę o mistrzostwo świata wagi średniej.
Maciej Sulęcki na rynku amerykańskim ma już mocną pozycję

Maciej Sulęcki na rynku amerykańskim ma już mocną pozycję

Foto: EAST NEWS, Wojciech Kubik

Niewiele jednak brakowało, by to, co Polak umiejętnie budował przez osiem rund, legło w gruzach w dziewiątym starciu. Wyraźnie przegrywający walkę Rosado, wcześniej dwukrotnie liczony, trafił prawym i Sulęcki padł na deski. W ostatnich sekundach tej rundy leżał raz jeszcze po kolejnych uderzeniach Amerykanina i gdyby nie gong, miałby poważny problem.

– Mój dziecinny błąd sprawił, że znalazłem się w tarapatach. Byłem zbyt pewny siebie, a wystarczy na moment stracić koncentrację i jest kłopot – mówił po ogłoszeniu werdyktu pięściarz z Warszawy.

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, w ostatniej, dziesiątej rundzie Maciej Sulęcki nie dał sobie odebrać ciężko wypracowanej przewagi i wygrał na punkty (95:91, 95:91, 95:93). Wszyscy podkreślają, że jak najbardziej zasłużenie. Rosado walczący przed własną publicznością w Filadelfii, gdzie się urodził, też nie zgłaszał zastrzeżeń. Miał świadomość, że o wyniku walki zadecydowały pierwsze i środkowe rundy, które przegrał wyraźnie.

Sulęcki był szybszy, lepszy technicznie, a jego lewy prosty rozbroił Amerykanina, który ma na swoim koncie walki z największymi mistrzami wagi średniej. Ale fakty są takie, że z ostatnich dwunastu pojedynków (wliczając starcie z Sulęckim) wygrał tylko trzy.

W tej walce faworytem był Polak i grzechem byłoby, gdyby nie wykorzystał szansy. Eddie Hearn, promujący galę DAZN, obiecał przecież, że zwycięzca zmierzy się w czerwcu z czempionem WBO Demetriusem Andrade.

Reklama
Reklama

Ale o tym, czy Sulęcki będzie walczył o mistrzowski pas już za trzy miesiące, za wcześnie jeszcze wyrokować. Jedno jest pewne: drzwi do takiej walki otworzył sobie szeroko, jego pozycja na rynku amerykańskim jest już mocna.

W kwietniu minionego roku przegrał wprawdzie, ale minimalnie, ze znakomitym Danielem Jacobsem, który już za sześć tygodni bić się będzie w Las Vegas w unifikacyjnej walce z Saúlem Álvarezem o kolejne mistrzowskie pasy i wielkie pieniądze. Wtedy, w Nowym Jorku, w narożniku Sulęckiego stał nieżyjący już Andrzej Gmitruk, którego w Filadelfii zastąpił godnie jego były zawodnik, a później asystent, Piotr Wilczewski. Sulęcki wygraną z Rosado zadedykował właśnie Gmitrukowi. – To jest też jego zwycięstwo, mieliśmy być tu razem – powiedział.

Były w ten weekend także inne bokserskie atrakcje. Blisko 50 tysięcy ludzi obejrzało w Arlington w Teksasie pojedynek niepokonanych czempionów różnych kategorii. Mikey Garcia, mistrz wagi lekkiej, rzucił wyzwanie Errolowi Spence'owi Jr. (kategoria półśrednia).

Ale ten skok na głęboką wodę nie przyniósł mu sukcesu, przegrał z kretesem, nie wygrał nawet jednej rundy. Dziesięć centymetrów wyższy i znacznie silniejszy, a przy tym równie dobry technicznie Spence Jr., walczący przy tym z odwrotnej pozycji, nie dał Garcii żadnych szans.

Boks
Nie żyje Marian Kasprzyk. O mistrzostwo olimpijskie walczył ze złamanym kciukiem
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Boks
Ołeksandr Usyk wciąż niepokonany, prezydent Zełenski mu dziękuje. Kiedy kolejna walka?
Boks
Janusz Pindera: Biwoł - Bietierbijew. Czas na trylogię, też w Rijadzie
Boks
Siedem walk o mistrzostwo świata. Gala, jakiej nie było
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama