Przed sobotnim pojedynkiem w Lincoln (Nebraska) tytuły organizacji WBC i WBO należą do 29-letniego Crawforda (31-0, 22 KO), a WBA i IBF do o pięć lat starszego Namibijczyka Indongo (22-0, 11 KO). Faworytem jest Amerykanin, ale obaj są niepokonani, obaj potrafią boksować i nokautować.
Ich walka będzie jednak w cieniu tego, co wydarzy się za tydzień w Las Vegas, gdzie wracający z emerytury Floyd Mayweather Jr zmierzy się z megagwiazdą MMA Conorem McGregorem. Ten cyrkowy pojedynek ma przynieść krociowe zyski, być może pobije rekordy finansowe sprzed dwóch lat, gdy Mayweather Jr wygrywał z Mannym Pacquiao.
Crawford, jeden z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe, być może przyszła gwiazda pay-per-view, musi się z tym pogodzić, takie są prawa rynku. Mocno zwariowanego co prawda, ale widać rachunek ekonomiczny się zgadza, a ludzie chcą cyrku.
Crawford, jeśli chce myśleć o wielkich honorariach i sławie wykraczającej poza rodzinną Nebraskę, nie może przegrać, bo wtedy cały plan promotora Boba Aruma, który myśli już o jego walce ze zwycięzcą rewanżowego pojedynku Pacquiao – Jeff Horn, może się nie udać.
A byłoby szkoda, bo Crawford nie tylko gwarantuje w ringu najwyższy poziom, ale też dostarcza czegoś więcej, satysfakcji z samego faktu, że można go oglądać. Indongo też jest nietuzinkowym mistrzem, więc szykuje się w Lincoln wojna jakich mało.
Sposób, w jaki Namibijczyk zgasił w Moskwie Rosjanina Eduarda Trojanowskiego i odebrał mu pas IBF, zasługuje na uznanie. W kwietniu tego roku wygrał, jak chciał, ze Szkotem Rickym Burnsem, i to u niego w domu, w Glasgow, i wrócił do Afryki z pasem WBA. Teraz zechce tak samo potraktować Crawforda, ale w tym starciu nie pójdzie mu już tak łatwo. Czempion z Omaha robi w ringu, co chce, na ogół zaczyna z normalnej pozycji, jako zawodnik praworęczny, by za chwilę zmienić ją na odwrotną i już jako mańkut nękać rywala do końca. Robił to w wadze lekkiej, gdzie zdobył pierwszy mistrzowski tytuł, teraz kontynuuje swoje popisy w wyższej kategorii.
Ale być może leworęczny Julius Indongo udowodni, że efektowne wygrane nie były przypadkowe. Namibijczyk jest nieco wyższy, ma większy zasięg ramion, potrafi mocno i precyzyjnie uderzyć, a Crawford wierzy w swój refleks i bywa nieostrożny. Jak popełni błąd, to zapłaci wysoką cenę.
To scenariusz, jakiego życzyłaby sobie ekipa Juliusa Indongo, ale prawdopodobieństwo, że będzie odwrotnie, jest znacznie większe. Z kimś takim jak Crawford mistrz z Namibii jeszcze nie walczył.
W Lincoln wystąpi też kilku innych interesujących pięściarzy. Chociażby Aleksander Gwozdyk, brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie (2012). Ukrainiec już dziś należy do ścisłej czołówki kategorii półciężkiej. Zobaczymy też małą wielką nadzieję Ameryki, czyli 20-letniego Shakura Stevensona, wicemistrza olimpijskiego z Rio (2016) w wadze koguciej. Mówią o nim, że to brylant, następny Mayweather Jr, i nie przesadzają.
Ale bez względu na to, co Crawford, Indongo, Gwozdyk i Stevenson pokażą w Lincoln, i tak nie trafią na pierwsze strony gazet. Te zarezerwowane są dla zbliżającej się walki Mayweather Jr – Conor McGregor (26 sierpnia w Las Vegas).
Gala w Lincoln od 3.00 w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport