To wimbledońska norma – długo czekać i nie doczekać się końcowych słów: gem, set, mecz. Kubot walczył z Japończykiem Tatsumą Ito, tenisistą na dorobku, teraz wiemy, że ambitnym. Polak zabrał się do pracy z werwą, mimo silnego oporu wygrał dwa sety 7:6 (8-6), 6:3. Atakował często, pokazywał, że klasyka – serw i wolej – jeszcze nie zginęła. W trzecim secie prowadził 5:1.
Szkoda, że właśnie wtedy wypuścił zwycięstwo z rąk. Przegrał gema przy swoim podaniu, chwilę potem drugiego, Ito grał z japońską determinacją. Gdy Kubot znów miał serwis, nad Wimbledonem już wisiały ciężkie chmury, deszcz lunął w chwili pierwszego ataku Polaka. Chwilę grali, ale decyzja sędziów była oczywista: przerwa przy stanie 5:3 i 30-30, dwie piłki od zakończenia meczu.
Zostanie on dokończony w środę, rozczarowania pewnie nie będzie, ale trochę szkoda fatygi przed znacznie trudniejszym spotkaniem z Chorwatem Marinem Ciliciem (nr 16).
Urszula Radwańska w obu setach z Mariną Erakovic (Nowa Zelandia) zaczynała od prowadzenia, w pierwszym 4:2, w drugim 3:1. Potem gasła.