Reklama

Zmarnowane szanse kosztują

Agnieszka Radwańska po przegranym ćwierćfinale w Melbourne

Rz: Ma pani odczucie, że grała słabo, czy raczej, że rywalka miała więcej argumentów w ataku?

Agnieszka Radwańska:

Mecz był wyrównany, nie mogę sobie zarzucać, że grałam źle, raczej bolało to, że uciekło mi kilka ważnych piłek. Na Li nie pozwalała mi atakować, grała długą piłką i czasami spychała do obrony. Miała dobry dzień, ale szkoda pierwszego seta, gdybym wygrała, wiele mogłoby się zmienić. W sumie to był niezły mecz, ale wynik nie taki jak trzeba.

Właśnie długa piłka Na Li nie pozwoliła pani na narzucenie własnego stylu gry?

Tak. Od początku zostałam odepchnięta od kortu, byłam krok za daleko, by atakować. Także troszkę za dużo grałam przez środek siatki i Chinka od razu mogła rządzić.

Reklama
Reklama

Czy prowadzenie 2:0 w drugim secie nie dało pani wiary w odmianę wyniku?

Zawsze można odwrócić wynik. Walczyłam do końca, miałam swoje szanse, zwłaszcza w pierwszym secie. Serwowałam, by go wygrać, ale nawet nie zbliżyłam się do tego celu. Jak się nie wykorzystuje szans z tak mocnymi tenisistkami, to płaci się za to drogo.

Czy takie detale, jak południowa pora meczu, miały wpływ na rezultat?

Nie wiem jak to by wyglądało, gdybyśmy grały wieczorem. Grałam o tej porze tylko jeden mecz i wiem, że wtedy piłki lecą zdecydowanie wolniej.

Martina Navratilova mówiła, że jeśli wygra pani z Na Li, to wygra pani cały turniej...

Miło to słyszeć, komplementy cieszą, ale osiągnięcie półfinału to nie jest wygrany turniej. Nie sądzę by tak było, byłyby przede mną jeszcze dwa najtrudniejsze mecze.

Reklama
Reklama

Jakie są pani relacje z Na Li, wciąż przyjazne?

Tak, nie ma między nami żadnego napięcia. Owszem, gramy ze sobą dość często, remisów nie ma, ktoś musi przegrać, ale nie mogę powiedzieć, że ona i Chiny źle mi się kojarzą. Wręcz przeciwnie, w Pekinie zdobyłam przecież ważny tytuł, no i doceniam, że chiński tenis kobiecy jest teraz dość mocny.

Gdyby mogła pani wybrać jedno uderzenie z repertuaru rywalek, to co by to było?

Zawsze odpowiadam na to pytanie tak samo: drugi serwis Samanthy Stosur, ten z mocną rotacją i wysokim odbiciem piłki.

Pojawiły się pani zdjęcia u fryzjera w Melbourne. Skąd ten pomysł, to rodzaj relaksu?

Nie. Organizatorzy poprosili mnie o coś w rodzaju reklamy turnieju. Mamy fryzjera tuż za rogiem, jest tylko dla tenisistek, więc była okazja na małą sesję i trochę promocji.

Reklama
Reklama

Co panią denerwuje poza kortem?

Wolni kierowcy i wolno działający lub wcale nie działający internet.

Lubi pani szybko jeździć?

Lubię w ogóle być kierowcą, a w Krakowie bez samochodu jestem jak bez ręki. Nie wyobrażam sobie, żebym nie miała auta i była zależna od kogoś. No i prawdą jest, że wolę te szybsze auta, choć po Krakowie szybko jeździć się nie da.

Nie ma pani stresów za kierownicą?

Reklama
Reklama

Gdy jadę samochodem to czuję, że mogę mieć odrobinę relaksu, nawet porozmawiać przez telefon, przez Bluetooth oczywiście. Mogę włączyć ulubioną muzykę. To wszystko likwiduje stresy, jest miłą przerwą między pracą, treningami, zadaniami, które muszę wykonać. Dlatego lubię jeździć. Chyba że jest korek, wtedy mnie nosi.

W Australii też pani próbowała usiąść za kółkiem?

Tutaj jest ruch lewostronny, chyba nie dojechałabym do pierwszego skrzyżowania.

Zostaje pani jeszcze parę dni w Melbourne?

Nie, pędzę jak najszybciej do domu.

Reklama
Reklama

—rozmawiał w Melbourne  Tomasz Lorek

Tenis
Billie Jean King Cup. O awans do turnieju finałowego nasze tenisistki zagrają w Polsce
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Tenis
Iga Świątek nie robi sobie przerwy po Australian Open. Kierunek: Katar
Tenis
Nie chcą się czuć jak w zoo. Gwiazdy tenisa mają dość kamer
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Tenis
Iga Świątek nie wygra Australian Open, Jelena Rybakina za silna
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama