Rz: Czy turniej w Melbourne był wyjątkowo przewidywalny?
Piotr Radwański: Niemal każdy tak powie, bo wygrali ci sami co w ubiegłym roku, ale dla mnie pewnym zaskoczeniem jest gra Na Li w finale. Co więcej, ona ten finał mogła wygrać. Zadecydowało tylko to, że nie ma już 18 lat.
Podobała się panu mistrzyni Wiktoria Azarenka, sama walcząca przeciw kibicom, mediom i rywalkom?
Jest jaka jest. Wszędzie są ludzie niesympatyczni. To nie tajemnica, że większość dziewczyn jej nie lubi, że nie jest, jak to mówią, miodem polana. Jest jednak nr. 1 i niezbyt sportowe gesty niekiedy uchodzą jej płazem.
Czy przepis o przerwie medycznej, który z premedytacją wykorzystała w półfinale, należy zmienić?
Samo wykorzystanie przepisu nie jest naganne. Większość tenisistek z niego korzysta, nie będę hipokrytą, Agnieszka też, np. dwa lata temu w Australii podczas długiego meczu z Kimiko Date-Krumm. Naganne jest, że sędziowie nie reagują, gdy mija regulaminowe 5 minut. Po przekroczeniu czasu należą się kary, utrata punktów i gemów.
Poprze pan pomysł, by kobiety w Wielkich Szlemach grały do trzech wygranych setów?
To bzdura, były takie próby i skończyły się tylko tym, że nawet Martina Hingis słaniała się na nogach. To nie ma sensu, kobiecy tenis i męski jednak znacznie się różnią.
Ćwierćfinał Agnieszki to sukces czy jednak zawód?
Cały początek sezonu i grę w Wielkim Szlemie oceniam bardzo pozytywnie, także to, że po raz pierwszy była liderką rankingu zarobków, to też jej mały wkład do kronik polskiego tenisa. Gorzej poszło Uli – dość złe losowanie, trzy dni przed pierwszym meczem kostka skręcona na treningu bez rakiety, widać było, że nie mogła biegać jak potrafi.
Już pan trenuje z Agnieszką?
Przyleciała do Polski z przygodami kilkanaście godzin temu, jeden z samolotów, którym podróżowała, był cofnięty na lotnisko, więc dam jej chwilę odpoczynku, ale od poniedziałku ruszamy – dwa razy dziennie, aż do wylotu na rozgrywki Pucharu Federacji do Izraela.
To dobry pomysł, by organizować ten turniej w tamtym regionie świata?
Z ojcowskiego punktu widzenia niedobry. Oczywiście, że się o córki boję, to trochę dziwne, że ITF godzi się na grę w tak gorącym politycznie miejscu.
W lutym czeka Agnieszkę start u szejków, w marcu Indian Wells i Miami. To będzie czas ataku czy obrony zdobytej pozycji?
Raczej obrony i to wielu punktów, bo przecież Isia wygrała w Dubaju i Miami. Ja przez udaną obronę rozumiem także półfinały tych dużych turniejów, chodzi o minimalizowanie ewentualnych strat. Myślę, że dobrze byłoby zaatakować mocno w Indian Wells, by mieć spokojniejszą głowę przed ostatnim z turniejów amerykańskiego cyklu.
Męski turniej w Melbourne też pana nie zaskoczył?
Jeśli już, to tylko graniczące z cudem ozdrowienie Novaka Djokovicia w meczu z Tomasem Berdychem po pięciu godzinach walki ze Stanislasem Wawrinką. Zwykły człowiek po czymś takim przez tydzień by nie mógł chodzić.
A z Jerzego Janowicza będzie pociecha?
Oczywiście. Chłopak jest młody, jeszcze się uczy, ma młodzieńczy temperament, ale jest na korcie twardy i w swych porywach szczery. Jak jeszcze trochę poprawi grę przy siatce i bekhend, zadziwi świat.