Chwalińska przez paryski turniej mknie niczym TGV, korzystając ze swojego bogatego repertuaru zagrań i zaskakując kolejne rywalki, nieświadome jej atutów.

Czytaj więcej

Nieobliczalna Maja Chwalińska. Rywalki mogą się tylko ironicznie uśmiechać

Maja Chwalińska mogła wygrać pierwszego seta 6:1, wygrała po tie-breaku

W Paryżu czuje się już jak w domu. W środę wróciła na kort Philippe'a Chatriera, gdzie dwa dni temu pokonała ostatnią nadzieję Francuzów Diane Parry, by dalej spełniać swoje marzenia.

Przed ćwierćfinałowym pojedynkiem z Anną Kalinską (24. WTA) mogły nas niepokoić informacje o kłopotach zdrowotnych Polki (wciąż gra z opatrunkiem na nodze), ale na korcie nie było widać po niej nawet zmęczenia, choć to był już, licząc kwalifikacje, jej ósmy mecz w Roland Garros. Nie przeszkadzał jej też silny wiatr. Po 40-stopniowych upałach w Paryżu nie ma śladu, odczuwalna temperatura wynosiła w środowe południe ledwie 13 stopni.

W takich warunkach Chwalińska nadal imponowała swoją kombinacyjną grą. W pierwszym secie prowadziła już 5:1, ale wtedy do głosu doszła Kalinska. Polka nie wykorzystała piłki setowej, a Rosjanka wygrała cztery kolejne gemy i wyrównała na 5:5.

Na szczęście w końcówce Maja wróciła do gry, ale do rozstrzygnięcia potrzebny był tie-break. Tam kluczowym momentem była świetna wymiana, po której Polka objęła prowadzenie 5–3, a gdy przyszło do piłek setowych, wykorzystała już pierwszą szansę.

Kolejna sensacja w Roland Garros. Z kim Maja Chwalińska zagra w półfinale?

Chwalińska lepiej wytrzymała próbę nerwów. Drugi set rozpoczął się od gema serwisowego Kalinskiej, która obroniła swoje podanie i znów pierwsza wyszła na prowadzenie. Polka odpowiedziała na to perfekcyjnym gemem, wygrywając do zera, a potem stopniowo powiększała swoją przewagę, prowadząc już nawet 4:1.

Rosjanka popełniała błędy, irytowała się i dyskutowała ze swoją trenerką na temat planu taktycznego. Widać było, że pogoń za Mają kosztowała ją wiele sił, a kiedy sprawy zaczęły iść nie po jej myśli, wytrąciło to ją z równowagi. Próbowała jeszcze nawiązać walkę, ale powtórki scenariusza z pierwszego seta nie zobaczyliśmy.

Maja wygrała pewnie 6:3, jest w półfinale, w wirtualnym rankingu awansowała do czołowej trzydziestki, a już w czwartek zmierzy się z Dianą Sznajder, która wyrzuciła za burtę pierwszą rakietę świata Arynę Sabalenkę. Białorusinka mogła wygrać z Rosjanką w dwóch setach, ale nie wykorzystała szansy na szybkie zakończenie meczu i przegrała 6:3, 5:7, 0:6.

Sznajder, tak jak Chwalińska, w półfinale Wielkiego Szlema jest po raz pierwszy. Na kort powinny wyjść około godziny 17 – po spotkaniu Marty Kostiuk (Ukraina) z Mirrą Andriejewą (Rosja), zaplanowanym na 15.00. Zarówno dla Polki, jak i dla Rosjanki będzie to najważniejszy pojedynek w karierze – także z medialnego punktu widzenia.

– Warunki nie były dzisiaj łatwe. Piłka bardzo szalała, dlatego cieszę się, że sobie poradziłam – przyznała Chwalińska w rozmowie z Eurosportem po zwycięstwie nad Kalinską. – Wiem, że się powtarzam, ale cały czas do mnie nie dociera to, co się tu dzieje. Każdy mecz jest dla mnie szaloną sprawą. Byłam oczywiście zestresowana, ale skupiona na swojej grze – opowiadała, dodając, że chce się teraz porządnie wyspać i obejrzeć jakiś film na Netfliksie.

Transmisje z Roland Garros w Eurosporcie oraz na platformach HBO Max i Player