- Grałem dwa mecze: z przeciwnikiem oraz ten w głowie, z samym sobą. Przeżywałem wiele emocji, których nie umiałem kontrolować, trwał we mnie nieustanny roller-coaster – przyznaje Alcaraz, który przyleciał do Nowego Jorku jako faworyt i po raz pierwszy od 2021 roku przegrał w turnieju wielkoszlemowym z przeciwnikiem spoza pierwszej „piętnastki” światowego rankingu.
Mecz trwał 90 minut. Van de Zandschulp wygrał 6:1, 7:5, 6:4, choć jeszcze w maju, po porażce w pierwszej rundzie Roland Garros, zastanawiał się nad zakończeniem kariery, bo miał dość niepowodzeń i gry z bólem po kontuzji, której doznał w poprzednim sezonie. Cofnął się jednak znad krawędzi, żeby odnieść podczas US Open jedno z największych zwycięstw w karierze.