Pierwszy set obiecywał popołudnie bez inspirujących historii, bo oglądaliśmy mecz błędów, podczas którego — w decydujących momentach — więcej spokoju zachowywała liderka rankingu WTA. Przerwa między partiami zmieniła jednak obraz spotkania. Świątek wciąż była niepewna, a Putincewa wróciła na kort w nowych szatach. Nasza tenisistka mogła mieć wrażenie, że odbija piłkę od ściany.
Rywalka w drugim secie popełniła jeden niewymuszony błąd. Polka poprosiła o przerwę toaletową, bo musiała nie tylko znaleźć własne ustawienia fabryczne, ale także rozstroić rywalkę, która z każdym kolejnym gemem grała coraz efektowniej. Nie udało się, Putincewa wciąż była jak walec. Słońce, które pojawiło się przed trzecim setem na londyńskim niebie, tego dnia świeciło właśnie dla niej.