Liderka światowego rankingu pokonała Czeszkę 6:4, 6:2 po dobrym, szybkim meczu i sprawiła sobie urodzinowy prezent. Polka podkreśla, że atmosferę tego dnia mogła poczuć dopiero po zakończeniu spotkania, ale nie ma z tym problemu, bo przecież wielu ludzi pracuje w swoje urodziny.
- Zazwyczaj miałam je podczas dnia przerwy, a w dniu meczu zdarzyło się to chyba dopiero drugi raz - wyjaśnia Świątek. - Generalnie nigdy nie czułam, że brakuje mi czasu na świętowanie. Będąc w domu pewnie bym trenowała i spotykała tych samych ludzi. Może zorganizowałabym jakieś przyjęcie, ale nie jestem zbyt imprezową osobą, więc to nic pewnego.
Czytaj więcej
Lekcja uprzejmości, którą udzieliła kibicom Iga Świątek, spotkała się zarówno z reakcją organizatorów, jak i tenisistów. - Nie powinna narzekać - u...
Roland Garros. Jak Iga Świątek spędzi urodzinowy wieczór
Świątek życzenia spływające z całego świata oraz 12-kilogramową makietę kortu tenisowego od LEGO zobaczyła dopiero po meczu. - Ten prezent przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, zaszokował mnie. Jest wspaniały, pomysłowy oraz zabawny - mówi nasza tenisistka.
Polka upominek sprawiła sobie na korcie, pokonując Bouzkovą i zyskując więcej czasu na spędzenie urodzin poza kortem - z zespołem oraz bliskimi, bo do Paryża przylecieli jej ojciec i siostra. Drobny prezent liderce światowego tenisa - kajet z grawerunkiem "Iga's Game Changer" - podczas konferencji prasowej przekazali także polscy dziennikarze.
Roland Garros. Iga Świątek wyjaśnia, dlaczego zalała się łzami
Świątek zmierzyła się z Bouzkovą dwa dni po wymagającym starciu z Naomi Osaką, którym musiała odrabiać straty, bo w trzecim secie przegrywała już 2:5. - Takie mecze dużo kosztują. Dzień wolny pomógł, bo mogłam się zresetować i odpocząć. Dzięki temu czułam się dobrze - mówi Polka.
Mecz z Japonką kosztował naszą tenisistkę bardzo dużo, a media społecznościowe obiegło nagranie, na którym zalewa się łzami. - Byłam przytłoczona emocjami. Szczerze mówiąc myślałam, że odpadnę z turnieju. Chociaż czułam coś na korcie, to w pewnym sensie uderzyło mnie to później. Byłam szczęśliwa, że wygrałam, ale wciąż czułam, jakbym była na krawędzi. Stąd płacz - wyjaśnia.
Świątek mówi, że nie czuje podczas Roland Garros większej presji niż podczas innych wielkoszlemowych imprez, ale pytana przez „Rz” zaznacza: - Kłamałabym mówiąc, że ten turniej jest taki sam, jak inne, ale wciąż staram się wykonywać tak samo solidną pracę i nie zwracać uwagi na otoczkę oraz to, co się dzieje.