Wynik podpowiada wiele, choć nie wyjaśnia, że niespełna 19-letnia Czeszka Linda Noskova potrafi nieźle grać w tenisa i nie jest przypadkiem, że wygrała już z kilkoma sławami WTA Tour. Z Polką nie wygrała, bo Iga po pierwsze w żaden sposób nie zlekceważyła rywalki i widzów, od pierwszych piłek włączyła tryb wysokoobrotowy, po drugie z każdą piłką przyspieszała wymiany i wiedziała, że na ambitną Lindę nie ma innego sposobu, niż konsekwentny atak (po meczu przyznała, że trochę z rywalką trenowała na trawie i wiedziała, że Noskova umie mocno i regularnie uderzać piłki).
Czytaj więcej
Presja związana z turniejem w Warszawie jest nieco inna i wciąż uczę się, jak sobie z nią radzić....
Zanim Czeszka opanowała polski żywioł, przegrywała już 0:5. W drugim secie trochę się pozbierała, wzbogaciła paletę zagrań, posyłała Idze loby, próbowała skrótów, ale tego bogactwa wystarczyło tylko, by remisować do stanu 4:4. Potem zobaczyliśmy dobry standard Igi – przyspieszenie w decydującej chwili spotkania, przełamanie serwisu i po meczu.
Długie starcie, opóźniony program turnieju
Rywalką Świątek może zostać znana przed laty Belgijka Yanina Wickmayer, lub jej partnerka deblowa, Brytyjka Heather Watson (zagrają w niedzielę w finale przeciwko Polkom Weronice Falkowskiej i Katarzynie Piter). Panie zaczęły mecz nieco poźniej niż Polka i Czeszka, na korcie nr 3.
Po ćwierćfinałach, także w sobotę zaplanowano półfinały (widzowie z biletami na szósty dzień turnieju wygrali los na pogodowej loterii), choć znów program się opóźnił ze względu na wyjątkowo długie starcie Lucrezii Stefanini z Laurą Siegemund. Panie od 10. rano kończyły ćwierćfinał rozpoczęty w deszczowy piątek (było 1:1) i tak się nakręciły pięknym słońcem w Warszawie, że grały jeszcze prawie 3,5 godziny, by wyłonić lepszą. Po kilku zwrotach akcji i dwóch interwencjach lekarskich przy mocno oklejonej plastrami Włoszce, w końcu wygrała Siegemund 7:6 (7-5), 5:7, 6:3, ustanawiając z koleżanką rekord długości meczu w warszawskim turnieju. Konsekwencje są jednak takie, że do niemieckiego półfinału z Tatianą Marią pani Laura przystąpiła zmęczona, mimo zasłużonej przerwy.