Kort centralny Wimbledonu widział i oceniał wiele wspaniałych spotkań. To Djoković – Norrie zapewne nie będzie wspominane jako szczególnie ekscytujące, chociaż początek był wymarzony dla miejscowej publiczności: przybysz z dalekiej Nowej Zelandii, miłośnik cyklizmu i rugby, przez pół godziny niósł na barkach nadzieje imperium i prowadził z Novakiem po wygraniu pierwszego seta 6:2.
Trudno ocenić, czy Serba trochę usztywniły kortowe reakcje trybun, które z wielką energią oklaskiwały i okrzykiwały każdy punkt rodaka (reguła – błędów nie oklaskujemy – zaczęła być zapominana w Wimbledonie jakieś dwie dekady temu), czy te pierwsze chwile tak uskrzydliły Camerona, fakt – wygrał grając równo i pewnie z głębi kortu, także z małym dodatkiem skrótów i akcji przy siatce.