W Australii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich była prawie dwa miesiące. Bilans: w czterech turniejach w 2021 roku trzy razy osiągnęła 1/8 finału (Melbourne, Australian Open, Dubaj) i raz wygrała – w Adelajdzie.
– Najważniejszym doświadczeniem ostatnich miesięcy jest to, że poczułam wewnętrzną równowagę. Grałam też niektóre mecze jako faworytka, co mi się nie zdarzało od czasów juniorskich – mówiła Świątek.
Polka przypomniała, że to pierwszy rok, kiedy spędzi dziesięć miesięcy w cyklu turniejowym. To nowe doświadczenie, a także znaczące obciążenie fizyczne i psychiczne.
Nasza tenisistka nie stawia sobie konkretnych wyzwań, ale ten sezon każe jej myśleć ze szczególną uwagą o starcie olimpijskim.
– Podkreślam to od lat ze względu na naszą rodzinną historię, gdyż tata startował w Seulu. Ale jednym z głównych celów na ten rok jest jeszcze lepsze nauczenie się funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Cel długofalowy to budowanie stabilności gry, choćby takiej, jaką ma Garbine Muguruza – podkreśla tenisistka.
Świątek i jej ekipa: trener, pani psycholog i fizjoterapeuta, w środę wylatują do Miami. – Grafik jest napięty. Przywykłam jednak do tego, że nie mam wiele czasu. Dzięki temu, że moja popularność przyszła po tym, jak skończyłam szkołę, miałam czas, by przyzwyczaić się do obowiązków – mówi.
Plan pracy, kiedy wróci z USA, jest oczywisty: przygotowania do gry na mączce i starty przed Paryżem, zapewne w Stuttgarcie, Rzymie i Madrycie. – I ciągła promocja tenisa, bo to dodatkowy cel, poza karierą – dodaje.