Amerykanin Sam Querrey to typowa postać nowego tenisowego pokolenia: 20 lat, prawie dwa metry wzrostu, potężny serwis i forhend oraz żadnych obaw przed meczem z najlepszym na świecie Rafaelem Nadalem.
Po trzech godzinach i 18 minutach z pierwszego punktu cieszyli się Hiszpanie, ale 21 tysięcy widzów oglądających mecz na arenie Las Ventas przeżyło ciężkie chwile, gdy ich mistrz przegrał pierwszego seta.
– Nigdy wcześniej na kortach ziemnych nie straciłem tylu punktów przy serwisie rywala. Zaczynałem odbierać jego podania trzy metry za linią, skończyłem na pięciu – mówił z podziwem Hiszpan. Fachowość Nadala w końcu wzięła górę, ale wrażenie, że grał z lekkim strachem w oczach, chyba nie było złudne.
Amerykanie bronią Pucharu Davisa i nie pierwszy raz pokazują, że uskrzydla ich walka dla drużyny. Querrey został powołany w zastępstwie Jamesa Blake’a, niedawna porażka z Nadalem w US Open nic nie znaczyła, pokazał, że korty ziemne nie muszą gwarantować przewagi Hiszpana.
Tak samo dzielnie walczył Andy Roddick z Davidem Ferrerem. Gdy rozpoczynali piątego seta, publiczność wcale nie mogła być pewna swego. 8:6 wygrał jednak Ferrer i to oznacza niemal na pewno, że Amerykanie nie obronią trofeum. Nawet jeśli trzeciego punktu nie zdobędzie hiszpański debel, to w niedzielę na Roddicka czeka Nadal.