Reklama

Finał Pucharu Davisa: kiedy ojczyzna wzywa

Dziś Serbia i Francja rozpoczynają ostatnie wielkie wydarzenie sezonu. Serbowie są w Belgradzie niepokonani
Novak Djoković

Novak Djoković

Foto: AFP

„Przed tym meczem czuję jak nigdy, że gram dla ojczyzny, a dopiero potem dla siebie”. Jeśli tak mówi trzeci tenisista świata Novak Djoković, ojczyzną jest Serbia, a mecz odbywa się w Belgradzie, to wiadomo, co czeka Francuzów.

Kapitanowie obu drużyn mieli po jednej istotnej decyzji do podjęcia: kogo wystawić jako singlistę nr 2. Pozycja Djokovicia i Gaela Monfilsa jest niepodważalna. Guy Forget zdecydował się na Gillesa Simona, by Michael Llodra skoncentrował się na deblu, a Bogdan Obradović postawił na Janko Tipsarevicia, a nie Viktora Troickiego.

Z Serbami w belgradzkiej Arenie jeszcze nikt nie wygrał, mają Djokovicia, a Nenad Zimonjić wygrał w ubiegłym tygodniu turniej Masters w deblu

(w parze z Kanadyjczykiem, ale Serbem z urodzenia Danielem Nestorem). Francuzi są natomiast niezrównani w wywoływaniu drużynowego ducha walki. Dla nich te rozgrywki to wciąż świętość i tradycja „Czterech Muszkieterów”, wzmocnione zaangażowaniem banku BNP Paribas (slogan reklamowy: „Tenis to my”).

Jeśli odłożyć na bok metafizykę, Serbia jest murowanym faworytem, ale Puchar Davisa to czysta metafizyka. Publiczność może zachowywać się prawie jak na meczu piłkarskim, kapitanowie mają istotny wpływ na grę, logika rankingu przestaje obowiązywać.

Reklama
Reklama

Francuzi wygrywali puchar już dziewięć razy, dwa ostatnie zwycięstwa odnieśli ze Szwecją w Malmoe (1996) i z Australią w Sydney (2001), a więc wyjazd nie kojarzy im się z porażką.

Serbowie jako gospodarze mieli prawo wybrać nawierzchnię i wybrali kort twardy, ale dość wolny. Ma być idealny dla Djokovicia, lecz zarówno Monfils, jak i Simon nie narzekali.

– Wygrywałem już na takim korcie z Federerem, Nadalem i Djokoviciem. Teraz też mam szansę, ale muszę zagrać wielki mecz – mówi Simon. To jest właśnie istota sprawy: Djoković, by zdobyć dwa punkty, nie musi sięgać gwiazd, wystarczy, że zagra jak umie. Obaj Francuzi – muszą.

Z Francuzami w finałach nie było nudno. W Lyonie (1991), gdy Forget i Henri Leconte pokonali Andre Agassiego i Pete’a Samprasa, cała sala płakała, bo był to pierwszy triumf po wojnie. W Malmoe Arnaud Boetsch wygrał z Nicklasem Kulti o 1.30 w nocy, w Paryżu (2002) Borys Jelcyn wbiegł na kort, by wycałować Miszę Jużnego.

Zobaczymy, co czeka nas teraz: łatwe zwycięstwo Serbów czy długie zmagania z duchem. „Serbia wzywa” – widzimy na plakatach. Sądząc po mocarstwowej obecności prasy i telewizji w Belgradzie –Francja też.

[i]Korespondencja z Belgradu[/i]

Reklama
Reklama

[ramka] [srodtytul]Program gier[/srodtytul]

[b]Piątek: [/b]

J. Tipsarević (49 ATP) – G. Monfis (12);

N. Djoković (3) – G. Simon (42);

[b]sobota – debel: [/b]

N. Zimonjić i V. Troicki – M. Llodra i A. Clement;

Reklama
Reklama

[b]niedziela: [/b]

Djoković – Monfils,

Tipsarević – Simon.

[i]Kapitanowie na godzinę przed deblem i niedzielnymi singlami mogą zmienić skład.[/i][/ramka]

Tenis
Billie Jean King Cup. O awans do turnieju finałowego nasze tenisistki zagrają w Polsce
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Tenis
Iga Świątek nie robi sobie przerwy po Australian Open. Kierunek: Katar
Tenis
Nie chcą się czuć jak w zoo. Gwiazdy tenisa mają dość kamer
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Tenis
Iga Świątek nie wygra Australian Open, Jelena Rybakina za silna
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama