Mecz Szkota z Austriakiem nie dla wszystkich zapowiadał się atrakcyjnie, różnica doświadczenia, rankingu i osiągnięć wydawała się duża, lecz warto było oglądać to spotkanie – były trzy sety, dwa bardzo zacięte i ciekawe, przez kilka chwil wydawało się nawet, że to Murray może nie odnieść 501. oficjalnego zwycięstwa w karierze zawodowej.
Na pewno warto było dobrze przyjrzeć się jego rywalowi. Dominic Thiem (rocznik 1993) dał się poznać zaawansowanym kibicom już wtedy, gdy był drugim juniorem świata i wygrywał turniej Orange Bowl.
Mniej wnikliwi obserwatorzy świata tenisa zawodowego zauważyli go w 2014 roku, gdy ze 139. miejsca rankingu awansował na 39. Na ten awans złożyły się m. in. wygrane mecze z Gillesem Simonem w Indian Wells, ze Stanem Wawrinką w Madrycie oraz Ernestsem Gulbisem (prywatnie najlepszym kumplem) i Feliciano Lopezem w US Open.
Wtedy odkryto, że Austria ma kandydata na następcę Thomasa Mustera, że prowadzi chłopaka zasłużony trener Günter Bresnik (był szkoleniowcem m. in. Borisa Beckera i Juergena Melzera), że może być z Dominika kawał tenisisty.
Ten sezon zaczął jednak słabiej, z siedmiu turniejów cztery skończył w pierwszej rundzie, Indian Wells był wśród nich. Niektórzy tłumaczyli, że to efekt półrocznego powołania do służby wojskowej, rozpoczętej w listopadzie ub. roku, ale dobrze poinformowali tłumaczyli, że do koszar w Zwölfaxing i wojskowego centrum sportowego w Maria Enzersdorf ma blisko, a w dodatku bez problemu dostaje przepustki na korty całego świata. Wystarczy, żeby stawiał się w wojsku o 7:30 każdego dnia pobytu w Austrii.