Pierwszy set nie wyjaśnił zbyt wiele, toczył się wedle własnych reguł, walki było mnóstwo, obaj tenisiści po dwa razy przełamywali podania przeciwnika, zanim doszło do rozgrywki tie-breakowej, w której lepszy był Djoković.
W drugim secie Szkotowi udało się na chwilę odwrócić przebieg spotkania, wykorzystał najlepszy moment do zdobycia gema przy podaniu Serba: przy prowadzeniu 5:4. Lider rankingu światowego miał jednak sporo sił, by w decydujących chwilach wznieść się na poziom energetyczny i techniczny niedostępny dla rywala.
Oficjalne podsumowanie finału Miami Open 2015 jest zatem następujące: siódme kolejne zwycięstwo Djokovicia nad Murrayem (ich łączny bilans spotkań to 18-8), już trzecie w tym roku, mistrz wygrał turniej na Florydzie po raz piąty, jest pierwszym tenisistą, który aż trzy razy potrafił dubeltowo zwyciężyć w jednym roku zarówno w Indian Wells, jak i w Miami, czyli, jak mawiają amerykańscy dziennikarze – wygrać March Madness - marcowe szaleństwo.
Inne przyjemności, jakie spotkały serbskiego mistrza to podziw fachowców i nie tylko – takiej przewagi nad resztą świata dawno w męskim tenisie nie widziano. Premia 900 400 dolarów (taka samą jaką wzięła Serena Williams) plus punkty rankingowe to mierzalny wymiar tego sukcesu.
W kategorii turniejów z cyklu ATP Masters 1000 już Novakowi blisko do liczby zwycięstw Rafaela Nadala (27) i Rogera Federera (23), Serb ma od niedzieli 22 tytuły. Pocieszenie dla Murraya to 439 420 dolarów premii, znów numer 3 na świecie od poniedziałku oraz miła świadomość, że w przyszły weekend będzie mężem Kim Sears.