Pekin wygląda jak strefa wojenna. Wszędzie zasieki, kontrole i funkcjonariusze pilnujący wejść do tzw. zamkniętej pętli, czyli bardziej restrykcyjnej wersji tokijskiej bańki, która miała uchronić uczestników ubiegłorocznych letnich igrzysk przed zakażeniem, ale okazała się dziurawa.
Chińczycy do kwestii bezpieczeństwa podchodzą bardzo poważnie, co można zauważyć już na lotnisku, gdzie w wydzielonej części terminalu dziennikarzy, sportowców i oficjeli (kibice z zagranicy przyjechać nie mogą) witają medycy w białych kombinezonach, przeprowadzający testy na covid. Do wybranych przez organizatorów i ogrodzonych hoteli wiozą ich autobusy eskortowane przez policję. Przemieszczać się między obiektami można jedynie wyznaczonymi środkami transportu.