Trudno się oprzeć wrażeniu, że ostatnimi czasy głównym celem działań FIA jest osłabienie siły FOTA, aby zachować pełną kontrolę nad sportem. Z drugiej strony zespoły zrzeszone w FOTA wyczuły, że mogą osiągnąć więcej dla siebie – nie tylko w kwestiach podziału zysków z Formuły 1, ale także przy kształtowaniu przepisów zgodnie ze swoją wizją. Temu właśnie miałoby służyć podpisanie nowego Porozumienia Concorde, którego ostatnia wersja wygasła po sezonie 2007. Ze względu na brak czasu na przedyskutowanie nowej formy umowy, liczącej podobno około 500 stron (treść dokumentu jest znana tylko zainteresowanym stronom), Mosley zaproponował zespołom bezwarunkowe zgłoszenie się do przyszłorocznych mistrzostw świata i rozpoczęcie negocjacji z udziałem wszystkich przyjętych ekip. FOTA pozostaje jednak głucha na wszelkie próby znalezienia kompromisu. – To nie ma nic wspólnego ze sportem – trzeźwo zauważa Kimi Raikkonen. – Tu chodzi o politykę i rywalizację różnych ego. Nie chodzi już o Formułę 1, tylko o to, kto wygra, a kto przegra.
Jednak w tej wojnie nie będzie zwycięzców. Wizerunek Formuły 1 ucierpi na stracie takich marek, jak Ferrari, McLaren czy Renault. Znalezienie sponsorów, chętnych do wspierania ekipy walczącej co prawda w mistrzostwach świata, ale ze świadomością, że najpoważniejsza konkurencja i prawdziwe legendy tego sportu biorą udział w innej serii, będzie bardzo trudne.
[srodtytul]Z motyką na słońce[/srodtytul]
Z drugiej strony organizacja zupełnie nowej serii wyścigowej także jest ogromnym wyzwaniem. Chodzi tu nie tylko o stworzenie sprawnej organizacji, zarządzającej całym przedsięwzięciem, ale także o podpisanie umów z właścicielami torów wyścigowych i o wytłumaczenie sponsorom, że co prawda zespół nie startuje już ani w Formule 1, ani w wyścigowych mistrzostwach świata (prawa do tych nazw pozostaną przy FIA), ale za to rywalizuje w gronie najlepszych ekip świata. Ponadto zbuntowani producenci muszą liczyć się z potencjalnymi sankcjami ze strony FIA – przykładowo, z zawieszeniem licencji kierowcom czy też wykluczeniem z innych serii wyścigowych (BMW startuje w mistrzostwach świata samochodów turystycznych, które pozostają w pełni pod kontrolą FIA).
Wygląda na to, że nawet sami przedstawiciele FOTA zdają sobie sprawę z tego, że w gruncie rzeczy porywają się z motyką na słońce. – Decyzję o organizacji własnej serii podjęliśmy ostatniej nocy i myślę, że rozmowa o przygotowaniach zaledwie 10 godzin później jest przedwczesna – przyznał w piątek szef McLarena, Martin Whitmarsh. – Jest wiele pomysłów i sugestii, ale fakty są takie, że czeka nas dużo pracy i jest to wielkie wyzwanie.
Obok Whitmarsha na oficjalnej konferencji prasowej gościli także szefowie Brawn (Ross Brawn) i Red Bulla (Christian Horner) oraz dyrektor zarządzający Williamsa, Adam Parr. Ten ostatni reprezentuje zespół, który jako jedyny – obok Force India – bezwarunkowo zgłosił się do przyszłorocznych mistrzostw świata. Podczas gdy przedstawiciele McLarena, Brawna i Red Bulla z grobowymi minami, starannie cedząc słowa, opowiadali dziennikarzom, że znaleźli się w impasie i musieli jakoś zareagować, Parr z kamienną twarzą patrzył w przestrzeń. Zapytany o stanowisko swojego zespołu, odpowiedział jednym zdaniem: - Williams jest zespołem Formuły 1.