Największą niespodzianką był fakt, że trzykrotnego mistrza świata, a zarazem nr 1 na oficjalnej liście rankingowej na sezon 2009/2010, pokonał grający z dziką kartą Tian Pengfei.
Duże zdziwienie wywołuje również styl w jakim przyszło przegrać mistrzowi. Kiedy po siedmiu frejmach Chińczyk wyszedł na prowadzenie 4:3 nikt nie spodziewał się, że Anglik nie będzie w stanie wyjść z opresji. Faktycznie, O'Sullivan był bliski doprowadzenia do remisu. W ósmym frejmie Anglik wbił ostatnie bile, została mu tylko czarna. Z brytyjską flegmą i opanowaniem skierował ją do kieszeni, ale ku zdziwieniu widzów zatrzymała się ona na skraju, tuż przed łuzą.
Chińska publiczność nie musiała nawet oglądać jak rodak poprawia wielkiego mistrza. I bez tego zgotowała Pengfeiowi gromką owację.
- Miałem szansę wyrównać na 4-4, ale spudłowałem zbyt wiele bil w kluczowych momentach. Dzisiaj najzwyczajniej na świecie nie byłem lepszym graczem - skomentował O'Sullivan.
Pengfei co prawda przeszedł na zawodowstwo kilka lat temu, ale zupełnie nie liczy się w stawce najlepszych snookerzystów. Nie wygrał do tej pory żadnego turnieju rankingowego podczas, gdy O'Sullivan triumfował 22 razy.
[srodtytul]Zobacz decydujące zagranie:[/srodtytul]
[ramka] [srodtytul]Ronnie O’Sullivan 3-5 Tian Pengfei[/srodtytul]
93(93)-37, 36-66, 77(77)-1, 59(59)-60(35), 62(61)-63(63), 71(62)-17, 48(48)-87(87), 63-57 [/ramka]