Tylko wyjątkowi optymiści liczyli na to, że po problemach Ferrari podczas zimowych testów to właśnie Fernando Alonso jako pierwszy odniesie dwa zwycięstwa w tym sezonie. Nie zapowiadały też tego sobotnie kwalifikacje, ukończone przez Hiszpana na 11. pozycji. Zwłaszcza że w poprzednich czterech wyścigach w Walencji manewrów wyprzedzania było jak na lekarstwo.
Gdy wydawało się, że zwycięzca kwalifikacji Sebastian Vettel zdominuje wyścig, wydarzenia przybrały niespodziewany obrót. Zaczęło się od kolizji w końcówce stawki – Jean-Eric Vergne zawadził o auto Heikkego Kovalainena i sędziowie zarządzili neutralizację, aby umożliwić porządkowym usunięcie leżących na torze części obu samochodów. Vettel stracił 20 sekund przewagi nad drugim Romainem Grosjeanem.
Tuż po wznowieniu wyścigu Alonso wyprzedził Francuza, a po chwili już prowadził – Red Bull mistrza świata nagle zwolnił i zatrzymał się na poboczu (awaria alternatora). Wściekły Vettel wysiadł z auta i ze złością rzucił rękawiczką. Pędzący na czele Alonso musiał jednak uważać, bo przed dwoma tygodniami w Kanadzie zużyte opony sprawiły, że zamiast na podium, finiszował na piątej pozycji.
Polskim kibicom tym razem powody do radości dał Robert Lukas, który w Walencji pierwszy raz w karierze stanął na podium w Porsche Supercup. Szybsi od niego byli tylko broniący mistrzowskiego tytułu Rene Rast oraz Sean Edwards. Kuba Giermaziak był na mecie piąty, ale po doliczeniu karnych sekund za falstart spadł na 10. miejsce. Patryk Szczerbiński zaliczył karny przejazd przez pas serwisowy za wypchnięcie rywala z toru i ukończył zawody na 13. pozycji. Debiutujący w Porsche Supercup Mateusz Lisowski po problemach z samochodem był 18.