– Chcę zmienić statystyki – mówił przed wyścigiem Fernando Alonso, mając na myśli fakt, że jak dotąd na torze pod Barceloną tylko raz triumfował kierowca startujący spoza pierwszego rzędu. Hiszpan był w czasówce dopiero piąty, słowa jednak dotrzymał.
Krzyk radości z tysięcy gardeł rozlegał się w niedzielę kilka razy: najpierw tuż po starcie, kiedy Alonso na szybkim prawym łuku bezkompromisowo objechał od zewnętrznej Kimiego Raikkonena i Lewisa Hamiltona. Pierwszą część wyścigu jego czerwone Ferrari przejechało na trzeciej pozycji, ale po pierwszej zmianie opon Alonso był już przed Sebastianem Vettelem, a chwilę potem poradził sobie z Nico Rosbergiem i objął prowadzenie, którego nie oddał już do mety.
Za nim przebijał się do przodu zespołowy partner Felipe Massa. Brazylijczyk startował dopiero z dziewiątego pola, ale w połowie wyścigu jechał już na drugiej pozycji. Nie zdołał jej utrzymać, bo duet Ferrari przedzielił Raikkonen, ale i tak po raz pierwszy w tym sezonie Massa stanął na podium, odbierając jednocześnie punkty czwartemu na mecie Sebastianowi Vettelowi.
– Niestety, nie możemy jechać tempem naszego samochodu, tylko takim tempem, na jakie pozwalają opony – żalił się kierowca Red Bulla, najwyraźniej zapominając, że wszystkie zespoły korzystają z dokładnie takich samych opon.
Obrońca tytułu utrzymał prowadzenie w mistrzostwach, ale Raikkonen traci do niego już tylko cztery punkty. Po wygranej przed własną publicznością Alonso awansował do czołowej trójki, wyrzucając z niej Lewisa Hamiltona.