W finale Polka pokonała Chinkę Qian Yang – tę samą, z którą wygrała cztery lata temu w Londynie. Wtedy było 3-2 w setach, tym razem 3-0, chociaż po bardzo zaciętej drugiej partii – 11:8, 18:16, 11:5. Kiedy emocje opadły, mistrzyni uznała, że dopiero ten mecz zagrała na swoim poziomie.
Wcześniej nie było tak łatwo – o półfinałowym zwycięstwie nad Brazylijką Bruną Costa Alexandre rozstrzygnął piąty set.
Natalia Partyka zadebiutowała w igrzyskach paraolimpijskich w 2000 roku – w Sydney miała 11 lat. Zajęła wtedy piąte miejsce, ale od tamtego czasu nie przegrała już żadnego pojedynku – wracała ze złotem z Aten („finał był zbyt łatwy, puste trybuny, nikt niczego ode mnie nie oczekiwał"), Pekinu („tłumy ludzi") i Londynu („horror, ale dałam radę").
– 27 lat to świetny wiek. Wkrótce zacznę myśleć o Tokio 2020. Przecież nie pójdę w takiej chwili na emeryturę – powiedziała po dekoracji tenisistka.
Zaczęła grać w wieku siedmiu lat w rodzinnym Gdańsku. Wcześniej treningi rozpoczęła starsza siostra.
– Patrzyłam, jak gra, potem przyszłam na zajęcia. Bez strachu, chociaż dzieciaki są różne i przykre sytuacje mogą się zdarzać. Jednak nikt się nie naśmiewał, nic z tych rzeczy. Wykonywałam ćwiczenia bez taryfy ulgowej. Miałam radochę, bo tam zawsze dużo się działo. No i miałam siostrę, która mogła mnie chronić – mówiła „Rz".
Sukces przyszedł szybko. Zakwalifikowano ją do klasy C-10, co oznacza względnie małą niepełnosprawność, i Natalia pojechała do Sydney, by stać się najmłodszą paraolimpijką w historii. W Rio została paraolimpijką historyczną, chociaż – jak podkreśla – ta historia się nie kończy.
W Pekinie, Londynie i Rio Natalia Partyka rywalizowała także w igrzyskach olimpijskich. Te występy są ważne, bo – jak mówi – w sporcie pełnosprawnych jest jeszcze wiele do zdobycia.