Reklama

Heros na emeryturze

Grecy zdobyli przed czterema laty mistrzostwo Europy, a jedyną porażkę ponieśli z Rosją. W sobotę Rosjanie znowu wygrali i wyeliminowali Greków z turnieju

Mecz ten nie przejdzie do historii futbolu, ale był dość emocjonujący. Mistrzowie Europy, po porażce ze Szwedami 0:2, przegrali 0:1 i jeśli nic nie zmienią, mogą wyjechać z Austrii nawet bez zdobytej bramki. To jest zresztą prawdopodobne, ponieważ taktyka Greków przypomina batalie ludowych zespołów sportowych na boisku w Kosumcach i sprowadza się do jednej zasady: grajcie górą, bo macie z wiatrem.

Taktyka piłkarzy greckich sprowadza się do prostej zasady: grajcie górą, macie z wiatrem

W drużynie greckiej wystąpiło w sobotę siedmiu uczestników finału Euro z Portugalii i jeszcze ten sam trener – Otto Rehhagel. Wprawdzie greccy kibice nadal noszą koszulki z napisem Rehakles, ale to może długo nie potrwać.

O ile przed czterema laty Rehhagel wykonał pracę porównywalną z 12 zadaniami Heraklesa, o tyle teraz sprawia wrażenie herosa na emeryturze. Nic dwa razy się nie zdarza i zapewne z tej przyczyny Grecja wraca do kategorii krajów, w których piłka nożna jest wprawdzie bardzo popularna, ale radość z powodu ważnych zwycięstw reprezentacji jest rzadsza niż cykl olimpijski.

Przez 90 minut spotkania Grecy wkopywali piłkę na pole karne rywali, licząc, że wysocy napastnicy chociaż raz wyskoczą wyżej od Rosjan i jeszcze uda im się trafić w bramkę. Nie udało się.

Reklama
Reklama

Angelos Charisteas był bohaterem poprzedniego Euro, teraz nie ma tyle szczęścia. Nikos Liberopulos, którego w piłkę w Panathinaikosie uczył grać Krzysztof Warzycha, był wprawdzie pojętnym uczniem, ale finały mistrzostw Europy to też dla niego zbyt wysoki poziom.

Sprawni, choć też przeciętni rosyjscy środkowi obrońcy Denis Kołodin i Siergiej Ignaszewicz czekali spokojnie na lecącą do Charisteasa lub Liberopoulosa piłkę, po czym skutecznie przeszkadzali w jej przejęciu. Coś się zmieniło, kiedy na boisko wszedł pomocnik Giorgios Karagounis. On przynajmniej strzelał z daleka lub dryblingami wymuszał faule. Jednak nie wynikało z tego nic poza dobrym wrażeniem.

Tragedia grecka dokonała się w najmniej spodziewanym momencie i w największym stopniu dotknęła człowieka mającego w ostatnich latach ogromny wpływ na dobre wyniki reprezentacji, Panathinaikosu, a teraz Olympiakosu.

Błąd popełnił 37-letni bramkarz Antonios Nikopolidis, o którym jego kolega klubowy Michał Żewłakow mówi, że jest jednym z najlepszych, z jakimi kiedykolwiek grał w jednej drużynie. Człowiek, do którego zaufanie ma cała Grecja, wybiegł z bramki, chcąc uniemożliwić zagranie Siergiejowi Semakowi, ale ten, czując Nikopolidisa za plecami, zrobił coś w rodzaju nożyc i padając na plecy, przerzucił piłkę pod bramkę, gdzie Konstantin Żirjanow wpakował ją do siatki. Błąd jednego piłkarza i wyjątkowe zagranie Semaka decydują o wyniku i wyeliminowaniu Grecji. Rosjanie mieli zresztą przewagę, wypracowali więcej sytuacji, ich młodzi pomocnicy i napastnicy grali chwilami naprawdę bardzo ładnie i jeszcze nie stracili szansy awansu. Nie wykorzystali kilku dogodnych okazji i mieli szczęście, bo sędzia nie uznał Fanisowi Gekasowi bramki, przy której trudno się było dopatrzyć naruszenia przepisów. Roberto Rosetti miał inne zdanie.

Sport
Andrzej Chyra dla „Rzeczpospolitej” po premierze spektaklu o Wilimowskim: Chcemy poznawać takie historie
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Nowoczesne finanse, decyzje finansowe w świecie algorytmów – jak zachować kontrolę
Sport
Powstaje film o Adamie Małyszu. Kto zagra wybitnego skoczka?
Sport
Ostatni rozdział mistrzyni olimpijskiej. Aleksandra Mirosław ogłosiła to w dniu urodzin
Sport
Prezydent na ślubowaniu olimpijczyków: Nikt by nie uwierzył
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama