Spodziewał się pan, że transfer ze Śląska do Legii uda się jeszcze tej zimy?

Tomasz Jodłowiec:

Myślałem, że nie zdążymy. Okno prawie się zamknęło, byłem we Wrocławiu i normalnie przygotowywałem się do rundy. Rozmowy trwały od początku stycznia, byłem przygotowany na przenosiny, ale przyznam, że trochę wątpiłem.

W Śląsku są zaskoczeni transferem, mówią, że przez pana nagłe odejście posypała się cała obrona.

Dużo czasu na pożegnanie nie miałem. Taki mamy zawód, że trzeba być gotowym na zmiany. Rozmawiałem z trenerem Stanislavem Levym i kolegami z drużyny. Wszyscy mnie rozumieją, nie mają za złe, że zmieniłem klub.

Nie boi się pan rywalizacji? O miejsce w pierwszym składzie może być ciężko.

Nie mogę się obawiać rywalizacji, w wielkich drużynach to normalne. To dla mnie nic nowego, w Polonii też było bardzo wielu dobrych zawodników gotowych do gry, rywalizuję także o miejsce w składzie reprezentacji Polski. Zresztą w Legii czuję się bardzo dobrze, bo znam pół składu. Część z Polonii, część od dłuższego czasu z kadry – choćby Michała Żewłakowa. To może ułatwić mi start. Nie wiem czy z Legii będzie bliżej do reprezentacji, chciałbym żeby tak było. Według ekspertów to najlepszy piłkarsko zespół w Polsce, poza tym bardzo medialny, wokół którego dużo się dzieje. Od razu zauważyłem różnicę.

Rozmawiał pan już z trenerem Janem Urbanem?

Na dłuższą rozmowę nie było jeszcze czasu, żałowałem, że nie mogłem wziąć udziału w poniedziałkowym treningu. Wiadomo, że lepiej byłoby, gdybym przygotowywał się do rundy razem z całym zespołem, ale czuję się gotowy do gry. Przepracowałem zimową przerwę ze Śląskiem, występowałem w sparingach, myślę, że potwierdzę swoją wysoką formę od pierwszego meczu.

Jesienią strzelił pan jedynego gola w meczu Śląska z Legią...

No i nie mogę powiedzieć, że żałuję, wtedy byłem zawodnikiem wrocławskiego klubu i miałem inną perspektywę... Nie sądzę, żeby tych punktów miało nam w ostatecznym rozrachunku zabraknąć. Jestem bardzo zadowolony, że trafiłem do Legii, bo chcę pomóc w wywalczeniu mistrzostwa Polski. Miałem trafić na Łazienkowską przed sezonem, ale wtedy nie udało się porozumieć. Ostatnie pół roku nie było jednak dla mnie stracone, teraz wszystko zależy ode mnie.