Reklama

Cud nad Wisłą - komentarz Stefana Szczepłka

Polscy piłkarze pierwszy raz pokonali reprezentację Niemiec. Pierwszy raz w meczu o punkty wygraliśmy na swoim boisku z aktualnym mistrzem świata.
Stefan Szczepłek

Stefan Szczepłek

Foto: Fotorzepa

To wydarzenie uzasadnia patos, bo stało się coś, na co polscy kibice czekają od roku 1933. Osiemnaście meczów z Niemcami i ani jednego zwycięstwa. Wreszcie - doczekali się.

Mam problem, jak to skomentować, bo po pierwszej połowie byłem pesymistą. Polaków na boisku jakby nie było. Grali Niemcy, a my się przyglądaliśmy, bo tylko to mogliśmy zrobić. Byli szybsi, lepsi technicznie, mieli lepszych rozgrywających w środku boiska. Bramki dla Niemców wydawały się kwestią czasu. Tak dobra drużyna wcześniej czy później, widząc słabość przeciwnika, zwykle zdobywa gole.

Może by tak się stało, gdyby nie zupełnie nieoczekiwany początek drugiej połowy. Kiedy Arkadiusz Milik strzelił bramkę, nawet Niemcy mieli prawo stracić nieco wiary. A Polacy ją odzyskali. Nie grali może lepiej, ale znacznie ambitniej.

Wydawało się od tej pory, że mistrzowie świata na boisku mają mniej miejsca, ponieważ Polacy bardzo dobrze grali w obronie. Zaczynali przeszkadzać rywalom już za linią środkową. W naszym polu karnym postawili ruchomy mur. Czego nie zablokowali obrońcy, wybił Wojciech Szczęsny. Dawno nie widziałem tak dobrze grających w obronie wszystkich polskich piłkarzy.

Druga bramka, Sebastiana Mili, to była już ekstaza. To też moja osobista satysfakcja, bo zawsze uważałem, że powinien on grać w reprezentacji i dawałem temu wyraz na łamach „Rz".

Reklama
Reklama

Wszyscy polscy piłkarze przeszli do historii, a jeśli już kogokolwiek wyróżnić, to głównie Wojciecha Szczęsnego. Paradoksalnie nie można nawet powiedzieć, że Polacy rozegrali jakiś wyjątkowo dobry mecz, jak przed kilku laty z Portugalią. Ale od tamtej pory takiej radości i satysfakcji nie przeżywaliśmy. Jak się strzela dwie bramki, a mistrz świata żadnej, to nie wypada mówić o szczęściu. A jednak. Wszyscy zapracowali na sukces, ale też Niemcy (ich sprawa) będą pewnie mówić, że zagrali w Warszawie najbardziej pechowy mecz od nie wiadomo kiedy. Bo oni przecież nie przegrywają i zwykle mają szczęście.

To ważne zwycięstwo także z innych powodów. Teraz z mniejszymi obawami będziemy czekać na wtorkowe spotkanie ze Szkocją i następne. Wreszcie też przestanie się mówić, że Stadion Narodowy jest dla Polaków pechowy. Tyle piłkarskiego szczęścia, co w ten sobotni wieczór, dawno nie mieliśmy.

Sport
Andrzej Chyra dla „Rzeczpospolitej” po premierze spektaklu o Wilimowskim: Chcemy poznawać takie historie
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Sport
Powstaje film o Adamie Małyszu. Kto zagra wybitnego skoczka?
Sport
Ostatni rozdział mistrzyni olimpijskiej. Aleksandra Mirosław ogłosiła to w dniu urodzin
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Sport
Prezydent na ślubowaniu olimpijczyków: Nikt by nie uwierzył
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama