Nie dziwię się rozżaleniu trenera Ruchu Waldemara Fornalika, który w drodze do Gdańska dowiedział się, że Lechii oddano punkt, a po meczu nie wiedział, co oznacza porażka jego drużyny.
Wisła pozbawiła się szans, remisując z Zagłębiem. Tyle że przyjście do klubu Dariusza Wdowczyka to najlepsze, co mogło Wisłę spotkać. Odbudowała się, na ile to było możliwe, i jeśli Wdowczyk pozostanie w klubie na nowy sezon, powinna walczyć w pierwszej ósemce. Remis z Zagłębiem był dla niej bolesny, ponieważ pozbawił szans na grę o mistrzostwo (i tak nierealne), o czym zresztą jeszcze kilka tygodni temu żaden kibic Wisły nie marzył.
Trenerzy o znanych nazwiskach lub mający „parcie na szkło" czasami na popularność nie zasługują.
Prowadzący Zagłębie Lubin Piotr Stokowiec nie należy do tej kategorii. On się nie rozpycha, nie narzeka, nie robi show przy ławce, nie daje do zrozumienia, że jest lepszy od innych. A zbudował w Lubinie bardzo dobrą drużynę.
Stokowiec podjął się pracy w Zagłębiu, kiedy było wiadomo, że drużyna spadnie z ekstraklasy. W I lidze ją przebudował, a w ekstraklasie rozgrywki jesienne zakończył na siódmym miejscu, najlepszym od czasu zdobycia przez Zagłębie tytułu mistrza Polski (2007). Teraz, po rundzie zasadniczej, jego zespół zajmuje miejsce czwarte.
Zagłębie, stanowiące własność KGHM Polska Miedź, a więc mające najbogatszego właściciela w kraju, powinno co rok walczyć o tytuł mistrza. Tak się nie dzieje, m.in. dlatego, że do tej pory zbyt często i firma, i klub stawały się wyborczym łupem dla przynoszonych w teczkach polityków.
Na szczęście Zagłębie ma dziś jedną z najlepszych w Polsce akademii piłkarskich (i boiska dla niej), jej wychowankowie (Filip Jagiełło, Jarosław Kubicki, Krzysztof Piątek) już weszli do pierwszej drużyny. Poza tym Piotr Stokowiec pracuje w Lubinie już prawie dwa lata, co jak na tamtejsze obyczaje, jest okresem rekordowym. Krótko mówiąc: jest nadzieja, że nawet politycy nie popsują tego, co trener buduje.
Ktoś powie, że dzięki odebraniu każdej drużynie połowy punktów rozgrywki będą ciekawsze. Na pewno, tyle że nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością. To tak, jakby zapłacić 50-procentowy podatek od tego, na co się przez kilka miesięcy pracowało na boiskach.