Jeśli polscy siatkarze nie wygrają turnieju w Szombathely (Węgry), pod znakiem zapytania stanie ich olimpijska przyszłość. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy w katowickim Spodku rozpoczynał się finałowy turniej Ligi Światowej, oczekiwano, że droga do Pekinu będzie łatwa, szybka i przyjemna. Porażka w meczu o trzecie miejsce z zespołem USA była pierwszym ostrzeżeniem, ale nikt nie potraktował go poważnie. Nawet Raul Lozano twierdził, że to wypadek przy pracy, a wszystkiemu winne reflektory w Spodku, które grzały zbyt mocno i utrudniały wicemistrzom świata grę na najwyższym poziomie. Mistrzostwa Europy w Moskwie nie pozostawiły złudzeń. Kryzys męskiej reprezentacji był faktem. Zespół, który podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata wygrał 11 spotkań, a przegrał tylko z wielką Brazylią w finale, rozsypał się w meczach z Belgią i Finlandią, nie dał też rady Bułgarii, którą zwyciężał wcześniej regularnie. Czarny scenariusz towarzyszący walce o igrzyska, którego wcześniej nikt nie brał pod uwagę, zaczął straszyć. Słaby występ w Moskwie spowodował, że Polaków zabrakło w Japonii, gdzie w Pucharze Świata toczy się właśnie walka o trzy miejsca premiowane bezpośrednim awansem olimpijskim. Drużyna Raula Lozano musi mozolnie torować sobie teraz drogę do Pekinu przez turnieje w Szombathely i Izmirze. Żeby pojechać do Turcji, trzeba wygrać na Węgrzech. Istnieje wprawdzie szansa, że drużyna, która zajmie w Szombathely drugie miejsce, też tam się znajdzie, ale lepiej nie ryzykować. To zależy od tego, kto z Europy stanie na podium w Japonii.
Polacy pojechali na Węgry przez Czechy, gdzie rozegrali dwa mecze sparingowe z reprezentacją tego kraju. Oba przegrali – 1:3 i 0:3. Nie pomogli Mariusz Wlazły i Piotr Gruszka, których brakowało na mistrzostwach Europy w Moskwie. Z drużyny wicemistrzów świata w składzie nie ma tylko kontuzjowanego Łukasza Kadziewicza i libero Piotra Gacka, którego zastąpił Krzysztof Ignaczak. W ostatniej chwili Lozano zrezygnował z Marcina Możdżonka, który narzekał na bolący bark. W miejsce środkowego Mlekpolu Olsztyn w kadrze znalazł się Wojciech Jurkiewicz z Jastrzębskiego Węgla. W Szombathely o zwycięstwo walczyć będzie sześć zespołów (Polska, Dania, Belgia oraz Węgry, Finlandia, Estonia) podzielonych na dwie grupy. Pierwsze dwie drużyny z obu grup zagrają w sobotę w półfinałach na krzyż (pierwszy z drugim, drugi z pierwszym). Finał w niedzielę. Polacy rozpoczynają turniej dziś o 17.30 meczem z Danią. W piątek zagrają z Belgią, z którą przegrali w Moskwie 1:3. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, bardzo prawdopodobne, że w finale w Szombathely dojdzie też do rewanżu za porażkę w mistrzostwach Europy z Finlandią (0:3), która jest faworytem drugiej grupy. Ale Sebastian Świderski twierdzi, że czarnym koniem tego turnieju mogą być Węgrzy mający kilku solidnych i doświadczonych siatkarzy.
Po mistrzostwach w Japonii pytanie, czy Polska wygra z Danią, Belgią lub Węgrami, byłoby nietaktem. Nasi siatkarze dopuszczali wtedy tylko możliwość porażki z Brazylią, ale wierzyli, że już podczas igrzysk, a może i wcześniej, wyjdą zwycięsko nawet ze starcia z canarinhos. Teraz przypominają kierowcę Formuły 1, który z powodu własnego błędu lub awarii silnika został przesunięty na koniec stawki. To trudna sytuacja. Polacy muszą udowodnić, że potrafią się skoncentrować również wtedy, gdy przychodzi im walczyć z kopciuszkami światowej siatkówki, a tak należy traktować chociażby Danię. Lozano przyznaje, że aby zwyciężyć na Węgrzech, trzeba grać znacznie lepiej niż w ostatnich towarzyskich meczach z Czechami.
Szombathely
- Grupa A: Finlandia - Estonia 3:2 (25:21, 25:17, 21:25, 22:25, 15:8). Pauzowały Węgry