Ten sukces oznacza, że w styczniu reprezentacja Polski podejmie pierwszą próbę bezpośredniego awansu na igrzyska podczas turnieju kontynentalnego w Izmirze.
Już zwycięstwo w półfinałowym meczu z Węgrami dawało prawo gry w Turcji przy założeniu, że w Japonii, gdzie rozgrywany był Puchar Świata, Rosja pokona USA i wywalczy wraz z Bułgarią kwalifikację olimpijską. W takiej sytuacji nawet porażka z Finlandią w finale nie zamykała szans na awans. Ale gdy rozpoczynało się spotkanie Polaków z Węgrami, można było tylko spekulować, co się zdarzy następnego dnia w Tokio.
W sobotę pierwsze dwa sety nie pozostawiały złudzeń, kto jest lepszy. Zespół Raula Lozano grał jak przystało na wicemistrzów świata, a Węgrzy mimo ogromnej ambicji i niezłej postawy w ataku byli tylko tłem. W trzecim, nieoczekiwanie przegranym secie Polacy stracili nie tylko koncentrację, ale przy stanie 15:19 – Mariusza Wlazłego (cztery asy w tym spotkaniu), który przy próbie bloku skręcił staw skokowy.
– To był szok. Mariusz krzyczał z bólu, a my nie wiedzieliśmy co się stało – powie później środkowy polskiej drużyny Wojciech Grzyb.
Nikt do końca nie wie, jak doszło do kontuzji. Daniel Pliński twierdzi, że Wlazły spadł na nogę Petera Veresa, ale nie ma to większego znaczenia. Istotne, że staw nie jest złamany, co potwierdziła wizyta w szpitalu i wykonany tam rentgen. Z pierwszych oględzin wynika jednak, że atakującego Skry Bełchatów czeka kilkutygodniowa przerwa i nie wiadomo, czy będzie gotów do gry w turnieju kontynentalnym w Turcji, który rozpocznie się 7 stycznia.