We Francji ciągle pamięta się tamtą porażkę z 2002 r. i fatalny turniej, w którym Francuzi nie wyszli nawet z grupy. Drużyna Rogera Lemerre’a pojechała do Korei i Japonii jako mistrzowie świata i mistrzowie Europy. To prawda, że nie było już w kadrze Didiera Deschampsa i Laurenta Blanca, ale skład ciągle był napakowany gwiazdami.

Obroną dowodził Marcel Desailly, w pomocy był Patrick Vieira, a za strzelanie goli odpowiedzialny był Thierry Henry, będący u szczytu kariery. Oczywiście, w drużynie był też Zinedine Zidane, ale on w tamtym meczu nie wystąpił, bo kilka dni wcześniej złapał kontuzję uda w meczu towarzyskim z Koreą Południową.

Udany rewanż Francuzów za mundial 2002 

Na Senegal nikt nie stawiał. Wiadomo było, że to drużyna silna fizycznie, która dopiero co przegrała w finale Pucharu Narodów Afryki z Kamerunem. Mogła sprawić problemy, ale ostatecznie klasa mistrzów miała przeważyć. Po 90 minutach świat był w szoku, a Francuzi zrozumieli, że wpadli w kłopoty.

Teraz za wszelką cenę chcieli tego uniknąć. Przylecieli do USA jako jedni z kandydatów do tytułu, ale też drużyna zmęczona, zupełnie jak ta z 2002 r. Aż sześciu piłkarzy grało w finale Ligi Mistrzów i niemal prosto z tamtego meczu pojechało na zgrupowanie reprezentacji.

Jakby tego było mało, z obozu Francuzów docierały pogłoski o konflikcie między Kylianem Mbappe a Ousmane Dembele, który zarzucił kapitanowi brak zaangażowania w grę obronną. Mbappe i Rayan Cherki mieli za złe federacji wykorzystanie ich wizerunku w reklamie sponsora, a sam piłkarz Realu Madryt wywołał zamieszanie w ojczyźnie komentarzami politycznymi. Jednym słowem: przepis na powtórkę dramy z 2010 r., gdy Trójkolorowi bili się na treningu zamiast grać, był gotowy.

Czytaj więcej

Ostatnia misja Didiera Deschampsa. Twórca sukcesów Francuzów odejdzie po mundialu

Pierwsza połowa meczu z Senegalem wyglądała tak, jakby obawy miały się potwierdzić. Francuzi grali wolno, schematycznie i ani razu nie strzelili na bramkę rywali. Mbappe nie potrafił dobrze przyjąć piłki, a po jednej z jego strat Nicolas Jackson trafił w słupek. Jeszcze w doliczonym czasie idealną sytuację miał Ismaila Sarr, jednak z siedmiu metrów strzelił nad poprzeczką. Senegalczycy grali w obronie uważnie, a w ataku wykorzystywali szybkość.

Francja – Senegal. Błysk Kyliana Mbappe

Po przerwie Deschamps przesunął do środka pola Michaela Olise i był to strzał w dziesiątkę. Pomocnik Bayernu Monachium potrafił uwolnić się od rywali i napędzał ataki Francuzów. Na początku drugiej połowy strzelił tuż obok słupka, następnie przegrał pojedynek z Edouardem Mendym, a potem zajął się zagrywaniem do kolegów.

Jedno z tych podań wykorzystał Mbappe i pozwolił odetchnąć całej drużynie. Od tego momentu Francuzom grało się łatwiej, a kiedy na 2:0 podwyższył Bradley Barcola, zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki.

To nie był jednak koniec emocji, bo ostatnie minuty były naprawdę szalone. Najpierw indywidualną akcją popisał się Ibrahim Mbaye, a błąd popełnił bramkarz Mike Maignan i Senegalowi zostały jeszcze dwie doliczone minuty na doprowadzenie do remisu. Jednak po wznowieniu gry na szalony strzał z 30 metrów (znów kluczowy był drybling Olise) zdecydował się Mbappe i przesądził o sukcesie swojej drużyny.

Francuzi przyjechali na mistrzostwa świata, żeby zostać w nich do końca. I pierwszy etap planu wykonali perfekcyjnie. Wygrali, nie nabiegali się za mocno, uniknęli kontuzji i dali się rozpędzić swojemu liderowi.