Nikola Grbić: Czuję się jak po egzaminie

Można być najlepszym trenerem, ale bez dobrych siatkarzy trudno jest osiągać sukcesy – mówi „Rzeczpospolitej” selekcjoner reprezentacji Polski Nikola Grbić.

Publikacja: 11.10.2023 03:00

Nikola Grbić: Czuję się jak po egzaminie

Foto: JANEK SKARżYńSKI/AFP

Czy po tak wyczerpującym sezonie ma pan siłę się jeszcze cieszyć?

Czuję się jak po bardzo ważnym egzaminie, który właśnie zdałem. Jestem wypruty, ale cieszę się, że to ukończyłem. Jest satysfakcja, bo wiem, jak ważne to było dla chłopaków i dla nas jako sztabu, żeby ich jak najlepiej przygotować. Wiele dobrych zespołów, takich jak Argentyna czy Włochy, musi czekać na to, czy zakwalifikują się do igrzysk olimpijskich dzięki rankingowi. Każdy mecz muszą wygrać, bo porażka dla drużyny zajmującej wysoką pozycję w hierarchii oznacza stratę dużej liczby punktów w rankingu. Na tym tle jeszcze lepiej widać, co udało nam się osiągnąć w Chinach.

Za siedem zwycięstw dostaliście ledwie trzy punkty. Porażki mogły być kosztowne…

Czytaj więcej

Kolejny triumf siatkarzy. Idź złoto do złota, czyli czas zdjąć olimpijską klątwę

Rozmawialiśmy o tym często i drużyna zdawała sobie sprawę z zasad. Nie byłem zły po zwycięstwie 3:2 nad Belgią (Polacy obronili wtedy piłkę meczową – przyp. red.), po prostu skupiliśmy się na Bułgarii, potem na Kanadzie i na każdym kolejnym rywalu. Nie było nawet czasu, żeby rozpamiętywać trudne momenty, bo za chwilę czekał nas kolejny mecz. Sam byłem w takiej sytuacji i wiem, jak trudno jest zmusić się do następnego wysiłku, gdy bak jest prawie pusty. Jesteśmy wszyscy bardzo zmęczeni. Najważniejsze, że radziliśmy sobie w najtrudniejszych momentach. Pokazały to trzy wygrane tie-breaki w Chinach.

Podczas ostatniego turnieju zagraliście siedem meczów w dziewięć dni. Pewnie nie było nawet czasu na wyjście z hotelu…

Kiedy tylko mogłem, to dawałem zawodnikom wolny poranek, bo graliśmy przeważnie o godzinie szesnastej miejscowego czasu. Po pierwszych dwóch meczach dostali wolny dzień, mieliśmy tylko sesję wideo poświęconą Kanadzie. W dniu meczu z Chinami, gdy już byliśmy pewni awansu, poszliśmy sporą grupą na wystawę terakotowej armii. Mieliśmy wtedy trzy godziny na odświeżenie umysłów. To było miłe doświadczenie, zastrzegłem jednak zawodnikom, że wybierzemy się tam tylko wtedy, gdy będziemy mieli bilety do Paryża w kieszeni. Nie pojechaliśmy do Xi’an na wycieczkę.

Czytaj więcej

Polska - Chiny 3:2. Zwycięstwo siatkarzy na koniec morderczego sezonu

Który turniej był najtrudniejszy dla pana i sztabu?

Zdecydowanie ten rozgrywany w Chinach. W trakcie Ligi Narodów mogliśmy sobie podzielić pracę, mieliśmy sporo czasu, a wyzwania rosły stopniowo. Podczas mistrzostw Europy mieliśmy sporo wolnego, bo po meczu nadchodził dzień wolny. Turniej był długi, ale nie był rozgrywany w ekspresowym tempie. Poza tym w Chinach byliśmy już po zdobyciu dwóch złotych medali. Trudno było zmusić głowę i ciało do jeszcze jednego wysiłku, choć każdy wiedział, jak ważne zadanie nas czeka.

Gdyby to od pana zależało, to kwalifikacje zagrałby pan na początku sezonu?

Nie wiem, bo wtedy już na starcie sezonu reprezentacyjnego chłopcy musieliby być w najwyższej formie. Teraz z kolei widać było we wszystkich trzech turniejach kwalifikacyjnych, jak wiele zaskakujących wyników padło. Mistrzowie świata nie zakwalifikowali się na igrzyska olimpijskie.

Kalendarz jest przeładowany?

Czytaj więcej

Zadanie wykonane, Polacy jadą do Paryża

Jest naprawdę mocno wypchany. Na szczęście w kolejnym cyklu olimpijskim zasady będą inne. Wiele drużyn zakwalifikuje się jako mistrzowie świata bądź kontynentów. Droga dla faworytów będzie łatwiejsza.

Kiedy zaczyna pan „operację Paryż”?

Ona rozpoczęła się już w zeszłym roku. Powiedziałem zawodnikom, że nie czekamy na lato 2024 roku, żeby ruszyć z przygotowaniami do turnieju olimpijskiego. Oni musieli to robić od samego początku naszej pracy. Tego lata bardzo poprawiliśmy grę, lepiej się poznaliśmy, i mam nadzieję, że to z nami zostanie i staniemy się jeszcze lepsi indywidualnie i jako drużyna.

Do Paryża będzie mógł pan zabrać tylko 12 zawodników. Ktoś z obecnej grupy nie pojedzie…

Nie pytajcie mnie o to. To będzie najtrudniejsze zadanie w mojej karierze. Będę musiał to zrobić, ale nie chcę teraz o tym myśleć.

Można być najlepszym trenerem, ale bez dobrych zawodników trudno jest osiągać sukcesy.

Na początku pracy z kadrą powiedział pan, że chce, by zawodnicy szli za panem „jak Spartanie”. Udało się to osiągnąć?

Myślę, że mamy do siebie zaufanie i podążamy we wspólnym kierunku. Kiedy ich o coś prosimy, oni to wykonują i potem wygrywają, to nie muszę iść do drużyny i pokazywać palcem „zobaczcie, to zadziałało”. Oni to widzą. Zaufanie buduje się dzień po dniu. Z niektórymi pracuję już od czterech czy pięciu lat, licząc z czasem spędzonym w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. Znają mnie, mój sposób postępowania, oczekiwania. Stworzyliśmy środowisko pracy, oby tylko zdrowie dopisało.

W tym sezonie różnie z tym było…

Kontuzje dopadły Bartosza Kurka i Mateusza Bieńka. Problemy miał „Zwierzu” (Łukasz Kaczmarek – przyp. red). Wilfredo Leon narzekał na kolano. Teraz trzeba było się zakwalifikować, w przyszłym sezonie będą mogli odpocząć trochę więcej, a potem będzie można zaprosić ich na zgrupowanie przed wyjazdem do Paryża.

Kreował pan następców: Kaczmarek i Norbert Huber zastąpili Kurka i Bieńka. To też część pana sukcesu.

Można być najlepszym trenerem, ale bez dobrych zawodników trudno jest osiągać sukcesy. Z jednej strony, czasami wielcy siatkarze nie grają dobrze, bo trener nie potrafi wydobyć z nich potencjału, zmotywować, odpowiednio pracować. To są naczynia powiązane. Będzie trudno utrzymać się na szczycie, bo na mecze z nami każdy będzie się bardzo mobilizował, ale z drugiej strony, już w  Chinach potrafiliśmy sobie z tym poradzić.

Do zbudowania świetnej atmosfery chyba nie potrzebujecie żadnych wyjść integracyjnych?

Robimy to cały czas. Kiedy możemy, to idziemy na kolację, grilla, bawimy się. Ale przecież kolacja nie zbuduje atmosfery, jeśli coś nie działa na co dzień, gdy każdy mobilizuje siebie i kolegów do tego, by być lepszym. Taką atmosferę, w której każdy pracuje i idzie w tym samym kierunku, chciałem stworzyć w reprezentacji. Do tej pory nam się to udaje.

Czy po tak wyczerpującym sezonie ma pan siłę się jeszcze cieszyć?

Czuję się jak po bardzo ważnym egzaminie, który właśnie zdałem. Jestem wypruty, ale cieszę się, że to ukończyłem. Jest satysfakcja, bo wiem, jak ważne to było dla chłopaków i dla nas jako sztabu, żeby ich jak najlepiej przygotować. Wiele dobrych zespołów, takich jak Argentyna czy Włochy, musi czekać na to, czy zakwalifikują się do igrzysk olimpijskich dzięki rankingowi. Każdy mecz muszą wygrać, bo porażka dla drużyny zajmującej wysoką pozycję w hierarchii oznacza stratę dużej liczby punktów w rankingu. Na tym tle jeszcze lepiej widać, co udało nam się osiągnąć w Chinach.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Igrzyska olimpijskie
Czy siatkarze z Polski wreszcie przełamią klątwę z ćwierćfinału?
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Siatkówka
Memoriał Wagnera. Polska – Niemcy: twarda walka, powiew optymizmu
Siatkówka
Trzecie miejsce siatkarzy w Lidze Narodów. Kto poleci na igrzyska w Paryżu?
Siatkówka
Liga Narodów. Polska - Słowenia: jest medal, kompleks przełamany
Siatkówka
Polska-Francja 2:3. Andrea Anastasi: Lepiej, że Polacy przegrali teraz