[b]Rz: Na pańskiej twarzy nie widać emocji, jest pan spokojny przed mistrzostwami świata?[/b]
Paweł Zagumny: Gdybym był spokojny, to powinienem dać sobie już spokój z siatkówką. Można mieć kamienną twarz, ale to tylko pozory. Mistrzostwa świata są raz na cztery lata, dla mnie prawdopodobnie kolejnych już nie będzie. Co więcej, jedziemy tam w roli faworytów, bo trudno mistrzów Europy i wicemistrzów świata tak nie traktować.
[b]Pierwszego przeciwnika – Kanady – też trzeba się bać?[/b]
Nikt nie mówi o strachu, tylko o koncentracji przed ważnym meczem, który rozpoczyna rywalizację grupową. Takie spotkania zawsze są trudne. Kanadyjczycy wprawdzie jeszcze nic wielkiego nie osiągnęli, ale mają dobrych siatkarzy, którzy wiedzą, co robić na boisku.
[b]Cztery lata temu w Japonii zatrzymała was dopiero w finale wielka Brazylia. Przed rokiem w Izmirze zdobyliście złoty medal niepokonani. To chyba inni powinni się was bać?[/b]
Lepiej, jak nie będziemy o tym za dużo myśleć. Zawsze powtarzam, że to, co na papierze, nie zawsze sprawdza się na boisku. Do Izmiru pojechaliśmy bez kilku czołowych zawodników i okazało się, że wcale nie jesteśmy słabsi.
[b]Chce pan powiedzieć, że brak Daniela Plińskiego nie będzie osłabieniem reprezentacji?[/b]
Będzie, bo Daniel był najbardziej doświadczonym środkowym. Ale pamiętajmy, że wielkie imprezy kreują nowych bohaterów. Być może ci, którzy go zastąpią, wykorzystają swoją szansę i zagrają turniej życia.
[b]Niemcy wygrali u siebie dwa mecze sparingowe z Brazylią. Wcześniej w Lidze Światowej trzy razy was pokonali. Czy to zasługa Raula Lozano?[/b]
Jest bardzo dobrym trenerem, co udowodnił, prowadząc reprezentację Polski. Ale to jeszcze nie oznacza, że się przestraszymy Niemców, położymy na plecy i przegramy w Trieście po raz czwarty w tym roku.
[b]Może pan porównać tę drużynę, która leci do Włoch, z tymi, które wywalczyły srebrny medal w Japonii i złoty w Izmirze?[/b]
Ta z Izmiru różniła się od tej z Japonii choćby dlatego, że Daniel Castellani zastąpił Lozano. Pojawił się też Bartosz Kurek, który atakuje inaczej niż Sebastian Świderski. Coś o tym wiem, bo muszę wystawiać mu piłki pół metra wyżej. A w tej drużynie znów są Mariusz Wlazły i Michał Winiarski, których nie było w Turcji, i powinni być jej wzmocnieniem.
[b]Castellani nie mówi o wielkich indywidualnościach, tylko o zespole, o ludziach drugiego planu, którzy często decydują o wygranych. Ma rację?[/b]
Kiedyś powiedziałem, że nie wszyscy muszą się kochać, ale ważne, by się wzajemnie szanowali. W tak precyzyjnym mechanizmie, jakim jest siatkarski zespół, wystarczy jeden zgrzyt, by wszystko skrzypiało. Dlatego drużyny, w których ludzie się lubią, mają większe szanse na sukces, oczywiście przy założeniu, że potrafią grać w siatkówkę.
[b]Brazylia wciąż jest najlepsza?[/b]
Może nie gra tak efektownie jak kiedyś, ale wszechstronność i efektywny styl sprawiają, że dalej jest na szczycie. Jeszcze jej nie dogoniliśmy.
[b]Serbia z Nikolą Grbiciem i Ivanem Miljkoviciem długo straszyła Polaków. Kiedyś drżały wam ręce przed meczami z nimi. A teraz?[/b]
Już nie drżą, od lat z nimi nie przegraliśmy. To mocny zespół, ale groźniejsza będzie Rosja. Włoski trener Daniele Bagnoli wprowadził nową jakość, młodzi dojrzeli, już się tak nie kłócą. Groźni są też Niemcy.
[b]Siatkówka bardzo się zmieniła w ostatnich latach?[/b]
Jest szybsza niż kiedyś, wymaga też ogromnej precyzji. No i gra się na wyższych piętrach, zawodnicy są wyżsi, wyżej skaczą.
[b]Jeśli wrócicie bez medalu, krytyków nie zabraknie...[/b]
Mądrą krytykę zawsze przyjmę. Znam swoją wartość i wiem, do czego dążę, więc się nie obrażę. Ale nie znoszę krytyki dla krytyki, z której nic nie wynika. A z taką, niestety, spotykam się najczęściej.