Na wczorajszej konferencji prasowej przypominano ćwierćfinał z Rosją i półfinał z Danią sprzed dwóch lat. Większość piłkarzy nie patrzyła na ekran, trener Bogdan Wenta chował twarz w dłoniach.
Wtedy do Niemiec jechali jako drużyna, w którą nikt nie wierzył, teraz kibice wierzą w nich może nawet bardziej niż oni sami. Siódme miejsce na mistrzostwach Europy w zeszłym roku i piąte na igrzyskach w Pekinie zrobiły rysę na srebrze. Kiedyś takie rezultaty traktowane byłyby jako sukces, po ostatnich mistrzostwach świata brak medalu uważa się za porażkę.
Mistrzostwa w Chorwacji Polacy zainaugurują jutro meczem z Algierią, w niedzielę zmierzą się z Rosjanami. O tym, co chcą osiągnąć, wolą nie mówić.
– Algieria nie jest silnym przeciwnikiem, ale to początek turnieju i jeszcze wszyscy wierzą w sukces. Mało o rywalach wiemy, to dla nas bardzo trudne spotkanie. Po co myśleć o kolejnych przeciwnikach, skoro wszystko zależy od pierwszego rezultatu – mówi Wenta.
Przyznaje jednak, że wyjście z grupy i awans do fazy zasadniczej to dla jego drużyny cel minimum.